Wikingowie - groźni najeźdźcy z północy, terroryzowali Europę w drugiej połowie pierwszego milenium. Ich drakkary docierały nawet do brzegów Ameryki Północnej. Z czasem te łupieżcze najazdy przerodziły się w systematyczne osadnictwo.
W połowie poprzedniej dekady wikingowie byli popularnym tematem wśród twórców gier planszowych. Pojawiły się takie tytuły jak „Fire and Axe: A Viking Saga” (2004) czy „Walhalla” z (2006). Jednak większość z nich czerpie inspiracje z wikińskiej mitologii bądź podbojów. Inną drogą poszedł Michael Kiesling, twórca doświadczony, jeden z współautorów takich hitów jak „Tikal” i „Torres”. W jego grze „Wikingowie” (2007) inspiracją jest osadnictwo i tym właśnie gracze będą się tu zajmować, by ostatecznie zdobyć laur najlepszego i najskuteczniejszego wodza wikińskiego plemienia.
Rozgrywka w „Wikingów” obejmuje 6 rund. W centralnym miejscu planszy znajduje się obrotowe koło z wartościami od 0 do 11. Wokół niego - pola, na których losowo umieszczamy za każdym razem kafelek krajobrazu/statku wraz z jednym z 12 wikingów wylosowanych z woreczka. W wersji podstawowej gry rozmieszczanie pionków dokonuje się według określonej kolejności. Zaczynając od 0 razem z elementem wyspy kładziemy więc najpierw niebieskich wikingów, potem odpowiednio pionki w innych kolorach, by zakończyć na szarych, ustawianych przeważnie ze statkami.
Tak przygotowane koło jest miejscem, gdzie odbywa się swoista licytacja. Gracze po kolei kupują po 1 wikingu razem z przyporządkowanym mu kafelkiem krajobrazu lub statkiem. Zakupić można dowolny zestaw, a kto nie ma pieniędzy, ma możliwość zapłacić zań punktami zwycięstwa. Po zdjęciu z planszy najdroższego wikinga w danym kolorze koło obraca się, a ceny pozostałych pionków i kafelków maleją. Specjalna zasada obowiązuje dla wikinga oznaczonego w danej chwili przez koło wartością 0. Możemy go – wraz z odpowiednim kafelkiem - zabrać dopiero wtedy, gry jest on ostatnim pionkiem w danym kolorze lub gdy my nie posiadamy już pieniędzy.
Po zakupie wikinga z żetonem, gracz może dołożyć oba te elementy do swojego obszaru gry. Na stole przed sobą ma specjalną ramkę, która porządkuje ten obszar w rzędy i kolumny. Żeton wraz z wikingiem można albo dołożyć w rzędzie przyporządkowanym odpowiedniemu kolorowi pionków, albo dołożyć sam kafelek do rzędu pionków w innym kolorze niż zakupiony wiking, a tego odstawić na szczyt ramki, czyli brzeg krainy. Na wybrzeże trafia także wiking pozyskany wraz z żetonem, którego gracz nie jest w stanie dołożyć do swojego obszaru gry i który musi odrzucić.
Moment po nabyciu zestawu jest bardzo ważny. To, co zrobimy ze zdobytym pionkiem wikinga i zakupionym wraz z nim żetonem, wpłynie wprost na nasz wynik w tej grze. Żetony statków mają swój własny rząd w obrębie wyznaczanym przez ramkę gracza – przy ich dokładaniu nie ma wiele dowolności. Żetony terenu układa się zawsze tak, aby tworzyły wyspy – i to możliwie jak najwięcej. Warto też mieć jakąś pokaźniejszą wysepkę. Dużo większą rolę, niż przemyślane tworzenie własnego terenu gry odgrywa jednak umiejętność odpowiedniego wykorzystania pionków. Kolor wikinga oznacza bowiem jego profesję, a ta będzie szczególnie ważna w trakcie małych (po rundach nieparzystych) i dużych (po rundach parzystych) podliczeń punktów względnie przy podliczeniu na koniec rozgrywki. Przyjrzyjmy się rodzajom i funkcjom pionków występującym w tej grze.
Nad bezpieczeństwem naszego księstwa czuwają wojownicy – pionki czarne. Ich rolą jest obrona przed najazdami, które grożą każdej kolumnie żetonów gracza, na górze której umieścił on żeton statku. Jeżeli na te nadpływające drakkary czekają już na brzegu nasi wojownicy, najazd uznaje się za odparty, a my – w czasie dużych podliczeń - zdobywamy dodatkowe monety lub punkty zwycięstwa. Jeśli jednak zaniedbaliśmy obronę, rolę obrońców muszą przejąć przedstawiciele innych profesji, którzy stoją w danej kolumnie poniżej rzędu wojowników – wtedy jednak nie przynoszą nam oni żadnych profitów.
W żadnym państwie feudalnym nie mogło zabraknąć szlachty. Nie brakuje ich i w państewkach graczy. Tu szlachtę reprezentują czerwone pionki, które przy dużych podliczeniach przynoszą po 2 punkty zwycięstwa.
Niebiescy wikingowie to rybacy. Każdy rybak zdobywa pożywienie dla siebie i czterech innych pionków. Jeżeli podczas rozgrywki uda nam się doprowadzić do sytuacji, że wyprodukujemy nadmiar żywności, otrzymamy za nią dodatkowe punkty – ale to dopiero pod koniec gry. W gorszej sytuacji będzie gracz, który zostanie z głodnymi osadnikami. Za każdego z nich jego konto zostanie uszczuplone o dwa punkty jeden punkt.
Pionki żółte to złotnicy. Przy małych podliczeniach każdy, chroniony przed najazdem przez wojownika, wiking w tym kolorze sprawi, że nasz skarbiec zasili dodatkowa gotówka. To ważne, bo bez odpowiednich zasobów finansowych nasze możliwości w czasie zakupu nowych elementów będą bardzo ograniczone.
Wśród naszych osadników są także zwiadowcy (zielone pionki). Przynoszą nam po punkcie podczas dużego podliczenia, a oprócz tego punkty bonusowe, jeśli na żetonach wyspy poniżej zwiadowcy znajduje się także złotnik i/lub rybak.
I wreszcie szare pionki - żeglarze. Ci jako jedyni nie mają swego miejsca na budowanych przez nas wyspach. Pozwalają za to - podczas dużego podliczenia i według konkretnych zasad - przewozić wikingów ustawionych wcześniej na wybrzeżu (czyli – przypomnijmy - u szczytu ramki) na puste żetony w naszym obszarze gry. Żeglarze mogą nieco zmienić sytuacje w grze, szczególnie na koniec 6 rundy przy dużym podliczeniu, gdy gracze mają obowiązek przewieźć wszystkich wikingów, których jeszcze mogą.
Potem jest jeszcze jednak punktacja końcowa. I tak: Na ostateczny wynik gracza ma wpływ ilość ukończonych przez niego wysp, ilość żetonów w jego najdłuższej wyspie oraz ilość pozostałych mu żeglarzy. Punkty zdobywa się za najlepsze wyniki w każdej z tych kategorii. Teraz wystarczy już tylko sprawdzić czy nasi rybacy są w stanie wyżywić pozostałych wikingów, czy dostajemy punkty za nadwyżkę, czy musimy sobie kilka odjąć za głód panujący w naszej krainie. Standardowo, kto ma najwięcej punktów – wygrywa.
Oprócz opisanych powyżej zasad podstawowych, autor gry zamieścił w instrukcji także reguły dla zaawansowanych graczy. W tym wariancie faza rozmieszczania zestawów kafelek-wiking poprzedzona jest licytacją o pozycję gracza rozpoczynającego rundę. W odróżnieniu od wersji podstawowej, losuje się tu 13 zamiast 12 pionków wikingów, a gracz, który wygrał licytację, odrzuca jednego z nich. Dodatkowo gracz, który zakupi najdroższy w danej chwili zestaw otrzymuje także żeton specjalny. Żetony te zapewniają rozmaite profity, takie jak dodatkowe punkty za wikingów w danym kolorze, darmowy transport wikingów na wyspy, bądź też dodatkowy przychód w postaci złota.
„Wikingów” można zakwalifikować do kategorii planszówek rodzinnych. Zasady są wprawdzie dość obszerne, ale pojmą je szybko nawet nowicjusze. Gra może być zresztą dobrym wyborem, jako kolejna propozycja dla graczy, którzy znają już „Carcassonne”. Rozgrywka na dodatkowych regułach zapewni satysfakcjonującą zabawę także bardziej doświadczonym graczom. „Wikingowie” sprawdzają się również jako pozycja dwuosobowa.
Mimo że gra jest w zasadzie niezależna językowo, jest obecna na naszym rynku także w polskiej edycji, dystrybuowanej przez firmę Albi. Nie ustępuje ona jakością wydania oryginalnej, niemieckiej wersji. Żetony są z grubej tektury, pokrytych dodatkowo warstwą lakieru ochronnego. Mój egzemplarz po ponad 20 partiach nie nosi jeszcze śladów użytkowania. Pudełko (o rozmiarach nieco większych niż pudełko od „Carcassonne”) wydawca wyposażył w dobrze przemyślaną, plastikową wypraskę. Utrzymuje ona w ładzie wszystkie żetony i pionki oraz umożliwia szybkie przygotowanie do rozgrywki. Miło zaskakuje też nietypowy kształt pionków: Głowy wikingów wieńczą rogate hełmy.
Przeciętny czas rozgrywki zamyka się przy „Wikingach” w ok. 60 minutach, jednak przy osobach, które dłużej myślą nad swoim ruchem, może się nieco (wy)dłużyć.
Jeśli chodzi o warstwę tematyczną tego tytułu, to trzeba przyznać, że nie każdy będzie nią przekonany. Niby jest to gra o wikingach, ale w gruncie rzeczy mamy do czynienia z abstrakcją. Tematyka dołożona została zapewne do gotowej już mechaniki, po części, aby ułatwić graczom zrozumienie zasad, po części, aby by przyciągnąć potencjalnych nabywców. Taki zabieg to jednak cecha charakterystyczna eurogier, który to gatunek „Wikingowie” godnie reprezentują.
„Wikingowie” są jedną z moich ulubionych gier planszowych. Każda kolejna rozgrywka daje mi dużo satysfakcji – nawet wtedy, gdy partia nie układa się po mojej myśli. Przy niewielkim skomplikowaniu zasad jest tu sporo miejsca na decyzje graczy. Trzeba przede wszystkim bardzo umiejętnie planować kształt swojego obszaru gry. Jest też wyraźna interakcja – odczuwalna przy zakupie wikingów i kafelków. Nie tylko staramy się zdobyć upatrzone elementy, ale też uważnie obserwujemy współgraczy, próbując przewidzieć ich taktykę, co nieraz pozwoli podebrać im potrzebny żeton lub wikinga. Z drugiej strony sami też możemy paść ofiarą takich praktyk. Za to nie będzie nas denerwował wpływ przypadku. O minimalnym wpływie losowości na wyniki graczy niech świadczy fakt, że w poznańskim turnieju w Wikingów” dwa pierwsze miejsca zajęli weterani, mający na koncie po kilkadziesiąt partii w ten tytuł.
Punktometr Spiellusta
ocena ogólna: 8/10
strategia / taktyka: 6/10
losowość: 5/10
interakcja: 7/10
wykonanie gry: 8/10
stosunek cena do jakości: 10/10 (Rebel.pl 49.95 PLN, Planszomania.pl 49,00 PLN)
moja ocena dla "Wikingowie" w serwisie BGG: 9
Podstawowe informacje o grze:
tytuł: Wikingowie
Liczba graczy: 2 - 4
Wiek: od 10 lat
Czas gry: 60 min
Wydawca: MindOK
Projektant: Michael Kiesling
Instrukcja: polska
Zawartość pudełka:
* 1 plansza
* 4 podstawki z ojczyznami
* 62 żetony wysp
* 25 żetonów specjalnych
* 78 wikingów
* 1 płócienny woreczek
* 8 znaczników graczy
* 1 znacznik pierwszego gracza
* 14 żetonów statków
* 45 monet
* 1 koło
* 4 karty pomocnicze
* instrukcja
'Wikingowie" na BGG



Menu strony
Seitenmenü



2 Dodaj komentarz / Kommentar schreiben:
Wydaje mi się, że jest drobny błąd w akapicie dziewiątym:
"Za każdego z nich jego konto zostanie uszczuplone o dwa punkty"
Z tego co się orientuję, tracimy tylko jeden punkcik.
W każdym razie dzięki za recenzję tej znakomitej, acz niedocenianej gry. Myślę, że po tym artykule liczba posiadaczy produkcji Michaela Kieslinga lawinowo wzrośnie ;) Pozdrawiam
Dziękuję za zwrócenie uwagi. Poprawie jak wrócimy z Brzegu.
Prześlij komentarz