O Zoo le Mio - licytacja w Zoo

01.02.2010


Konińskie wydawnictwo G3 proponuje w swoim programie gry raczej lekkie i rodzinne. Nie inaczej rzecz się ma z grą „O Zoo le Mio”. Choć akurat tym razem pod przykrywką drobnej, na pierwszy rzut oka nawet dziecinnej gry, kryje się tytuł z głębszym potencjałem, bo wyposażony m.in. w mechanizm licytacji i rozstrzygania przewag, dający możliwość budowania bardziej złożonych strategii. Pewnie dlatego właśnie, jeśli już kogoś uda się przekonać do rozgrywki, „O Zoo le Mio” może się spodobać. Tak też było ze mną. Początkową niechęć do tej – jak mi się wydawało – zbyt banalnej gry przesłoniło ostatecznie kilkanaście emocjonujących rozgrywek, pełnych kombinowania, obserwowania mimiki współgraczy, blefowania i dobrej zabawy. Gdyby tylko nie trzeba było dodawać do tego garńca miodu kilku łyżeczek dziegciu…

Wykonanie gry

O wykonaniu „O Zoo le Mio” nie ma się co zbytnio rozpisywać. Komponenty są po prostu solidne i trwałe, bo w przypadku gier od G3 to już po prostu standard. Mam tylko dwie uwagi. Pierwsza dotyczy składanych domków dla graczy. Nie mam pojęcia po co wprowadzono te domki, skoro w praktyce na nic się one przydają. Traktowanie ich jako zasłonki dla pieniędzy jest niepraktyczne, bo domki są po prostu za małe i pieniądze i tak trzeba trzymać w ręce. Zupełnie wystarczający byłby jedynie kafelek startowy dla każdego z grających.


Druga uwaga wciąż dotyczy owych domków, ale tym razem w kontekście ich przechowywania w pudełku. Ciągłe ich składanie i rozkładanie prowadzi do uszkodzenia tektury i osłabienia mocowań, zaś zmontowane domki nie mieszczą się we wgłębieniu kartonowej wkładki. Trzeba je układać z boku, podnosząc najpierw wkładkę i potem znów ją wkładając do pudełka i dopiero wtedy pakować resztę elementów gry. Skoro tekturowa wypraska i tak z konieczności jest wyjmowana i wkładana z powrotem do pudełka, czyli jest bardzo niepraktyczna, to po co w ogóle ją wprowadzono?

Zasady

Rozgrywka w „O Zoo le Mio” trwa… 5 lat – czyli 5 rund. Każdy z graczy będzie starał się w tym czasie zbudować jak najlepsze zoo, aby przyciągnąć do niego jak najwięcej zwiedzających. Każdego roku gracze mają możliwość wybudować do pięciu nowych elementów zoo – istniejących w grze w formie kafelków. Taki kafelek zawiera dwa rodzaje wybiegów, każdy z wybiegów prezentuje jeden z pięciu rodzajów zwierząt: małp człekokształtnych, ssaków, ptaków, gadów i zwierząt morskich. Atrakcyjność wybiegów została oznaczona na kafelkach gwiazdkami (od 1 do 3), a poszczególne gatunki dla czytelności wyróżniono odmiennymi kolorami. Poza wybiegami na kafelkach znajdziemy fragmenty ścieżek i zdobiące zoo rośliny. Kafelki ze względu na prostokątny kształt przypominają kości domina i – z grubsza biorąc - w podobny jak w domino sposób są dokładane w grze do innych kafelków.

Zanim rozbudujemy nasz zwierzyniec o kolejne elementy, musimy je najpierw zdobyć, to znaczy wziąć udział w licytacji poszczególnych kafelków. Grę zaczynamy z kapitałem 8 monet. Licytacja ma charakter tajny, co oznacza że naszą stawkę najpierw ukrywamy w dłoni i ujawniamy w tym samym momencie, co inni gracze. Zwycięzca odkłada monety do banku i zabiera kafelek dokładając go niezwłocznie do własnego ogrodu. Pozostali gracze zatrzymują monety, których właśnie użyli do licytacji.

Ciekawym elementem podczas licytowania jest mechanizm rozstrzygania remisów. Każdy z graczy dysponuje flagą, a te „powiewają” na specjalnej małej planszy-maszcie, jedna pod drugą. W przypadku remisu w licytacji, wygrywa gracz, którego flaga znajduje się wyżej na maszcie, jednak zaraz po wygranej jest ona przesuwana na sam dół. Bardzo spodobał mi się ten pomysł - wprowadza sprawiedliwy i zarazem strategicznie ważny mechanizm rozstrzygania ofert remisujących graczy.

Ale wróćmy do zdobytego właśnie kafelka. Zaraz po jego dołożeniu gracze określają, kto w tym momencie posiada najatrakcyjniejsze wybiegi – osobno dla każdego z 5 rodzajów zwierząt. W tym celu zlicza się po prostu liczbę gwiazdek przy odpowiednich wybiegach. Gracz z najciekawszym ogrodzeniem dla danego typu podopiecznych umieszcza przy nim dwóch zwiedzających, kolejny w tym swoistym rankingu gracz - jednego zwiedzającego przy własnym wybiegu. W przypadku remisu, wygrywa zawsze nowy wybieg przed starym. Uogólniając sens tego etapu gry: W trakcie rozgrywki zwiedzający przemieszczają się po prostu pomiędzy wybiegami w poszukiwaniu tych najbardziej atrakcyjnych, a skoro po każdym dołożonym, nowym elemencie zoo, atrakcyjność oferty poszczególnych zoo się zmienia, to i jest też ustalana na nowo.

Kolejnym elemetem, na który musimy zwracać uwagę podczas rozgrywki, jest sadzenie drzew. Niektóre kafelki zawierają drzewka, które podnoszą atrakcyjność ogrodu zoologicznego. Po każdym dołożeniu nowego kafelka, gracze określają który z nich posiada najwięcej roślinności (tu liczy się cały ogród, a nie poszczególne wybiegi) i w analogiczny sposób jak przy zwiedzających, rozdziela się odpowiednio: dwa pionki drzewek posiadaczowi najlepszego drzewostanu i jedno drzewko kolejnemu graczowi.


I wreszcie ostatni element związany z dokładaniem kafelków, to budowanie zamkniętych ścieżkami obszarów, co pozwala na umieszczenie na takiej zamkniętej drodze ławki dla zwiedzających. Ławki, w przeciwieństwie do zwiedzających i drzew pozostaną w naszym zoo do końca gry.

Po wylicytowaniu ostatniego piątego kafelka w pierwszym roku (=rundzie) gry i przydzieleniu poszczególnych pionków, przystępujemy do pierwszego podliczenia punków. Jest ono niezwykle proste – jeden punkt za każdy pionek zwiedzającego, drzewka i ławki w naszym zoo. Ale uwaga! Już w kolejnym roku gry wynik tak przeprowadzonej punktacji jest mnożony przez numer aktualnej rundy. Pomocnym w liczeniu punktów jest dołączony do gry notesik z tabelką punktową.

Oprócz punktów gracze otrzymują po każdym roku także monety za każdy kafelek w swoim zoo, a do licytacji wykładane jest pięć nowych kafelków. Grę po pięciu rundach, wygrywa gracz z największa ilością punktów.

Gdybyście mieli stwierdzić, że podstawowe reguły gry są dla was zbyt banalne, albo po prostu: gra przestałaby was bawić, autor proponuje na taką okazję dwa warianty dla zaawansowanych dyrektorów. I przyznam, że zasady alternatywne nadają grze nowy wymiar. Warto sprawdzić oba warianty, choć ja osobiście polecam drugi, w którym zmieniono wypłatę zysków, „przyblokowano” dyrektorów bez pieniędzy i ograniczono punktację wyłącznie do ostatniej rundy, doliczając za to do wyniku gracza wartość monet.

Moim zdaniem

Gra umożliwia zabawę maksymalnie czterem graczom w wieku powyżej 9 lat. Ja grałem głównie z doświadczonymi graczami, którzy już po pierwszej niezobowiązującej rundzie dostrzegali w tym tytule jednak coś więcej niż jakąś banalną grę dla dzieci. To zdecydowanie nie jest taka typowa gra dla dzieciaków, choć rzeczywiście najbardziej sprawdzi się w rodzinnym gronie, które zwykle przecież szuka głównie nieprzeładowanej zasadami zabawy z bliskimi. Takie zresztą założenie ma ta gra przede wszystkim spełniać i do tej grupy odbiorców przede wszytkim trafiać. W rozgrywkach rodzinnych w „O Zoo le Mio” sprawdzą się proste reguły, krótki czas rozgrywki i (niewielka, co prawda, ale jednak obecna) dawka pozytywnej interakcji. Gra dostarcza sporo zabawy, zwłaszcza w obserwowaniu zachowań współgraczy, kiedy ci z wielką powagą i przejęciem zabierają się do budowania swoich ogrodów, oglądają dokładnie swoje kafelki przed licytacją, nierzadko przymierzając je do swoich zoo i zliczając układy u innych graczy.

Ocena „O Zoo le Mio” z punktu widzenia bardziej wymagającego, „zaawansowanego” gracza wygląda już trochę inaczej. Wydawałoby się, że w „O Zoo le Mio” - przy tych zasadach i w takim jej kształcie - jest sporo miejsca na strategię. Mamy wpływ na to, jaki kafelek chcemy licytować, a jaki możemy sobie odpuścić. Sami decydujemy, jak kafelek dołożymy do naszego ogrodu: skupiając się na rozbudowie wybiegów czy raczej zamykaniu ścieżek. Jeśli jednak zebrać wszystko razem, całość tworzy nieokreśloną mieszaninę sporej przypadkowości. Przypadkowości, która nie irytuje tak długo jedynie, jak długo nie spodziewamy się po grze zbyt wiele. Przy takim podejściu pomóc mogą ewentualnie zasady zaawansowane.


Ostatecznie moja ogólna ocena dla gry to dobre 7, choć mam wrażenie że z każdą kolejną rozgrywką ocena ta będzie coraz niższa. A to dlatego, że doświadczenie pokazuje, że o wygranej w dużym stopniu decyduje przypadek, a uzyskana przewaga w początkowych rundach jest trudna do odrobienia, zwłaszcza, że wraz z punktami na koncie gracza rośnie też otrzymywana co rundę kwota na kolejne licytacje. Nie odnajduję też idealnego wariantu, jeśli chodzi o liczbę graczy, w każdym dostrzegając jakąś niedoskonałość.

Podsumowując: Jeśli tradycja i potrzeba grania rodzinnego są wam bliskie, ta gra znajdzie na waszej półce swoje miejsce. Podobnie, jeśli wyciągacie planszówki zaledwie od czasu do czasu, żeby pograć ze znajomymi. W innym przypadku poszukajcie tytułu, który graczy lubiących mieć całkowity wpływ na wydarzenia w grze nie pozostawi z uczuciem niedosytu.

Dziękujemy wydawnictwu G3 s.c. za
udostępnienie egzemplarza gry do recenzji.

Punktometr Spiellusta

ocena ogólna: 7/10
strategia / taktyka: 7/10
losowość: 5/10
interakcja: 9/10
wykonanie gry: 9/10
stosunek cena do jakości: 7/10 (Gryplanszowe.pl 44,00 PLN, Rebel.pl 44,95 PLN)

moja ocena dla "O Zoo le Mio" w serwisie BGG: 6

Podstawowe informacje o grze:

tytuł: O Zoo le Mio
Liczba graczy: 2 - 4
Wiek: od 9 lat
Czas gry: 45-60 min
Wydawca: G3
Projektant: Corné van Moorsel
Instrukcja: polska

Zawartość pudełka:
* 25 kafelków zoo
* 15 pionków zwiedzających
* 15 ławeczek
* 3 drzewka
* 35 monet
* 4 bramy i żetony początkowe
* 4 flagi i maszt
* notes do zapisywania wyników
* instrukcja

"O Zoo le Mio" na BGG

0 Dodaj komentarz / Kommentar schreiben:

Prześlij komentarz

Related Posts with Thumbnails