Tu i ówdzie: Dixit 2 i Mr. Jack na bis (Hobbity.eu)

29.08.2009

W marcu 2010 roku ukaże się po polsku dodatek do pierwszej gry z programu wydawnictwa Hobbity.eu Dixit 2. Nowe 84 ilustracje autorstwa Marie Cardouat, brak planszy oraz mniejszy format pudełka sprawi, że grę będzie można zabrać dosłownie wszędzie. Jeśli chodzi o podstawową wersję gry Dixit na październik przewidywany jest jej kolejny dodruk oraz dodatkowe wersje językowe: grecka i fińska.

Druga dobra informacja przeznaczona jest dla fanów gry Mr. Jack. Na targach w Essen pojawi się Mr. Jack in New York wydawnictwa Hurrican Games. Będzie to gra niezależna od swojego "starszego brata", gry Mr. Jack i dodatku. Nie jest wymagana nawet znajomość tych dwóch gier. Gra swoją tematyką będzie oczywiście nawiązywać do swojego wielkiego poprzednika. Jeden gracz wciela się w rolę Detektywa, a drugi w Mr. Jack'a, są jednak liczne zmiany: plansza, którą można modyfikować, gdyż lampy i wejścia do kanałów będą przedstawione za pomocą ruchomych pionków. Akcja gry rozgrywa się na Manhattanie, ważna jest zatem w grze rola otaczającej wody w ucieczce Jack'a . Pojawia się postać policyjnego szpiega, który posiada cenne informacje. Postacie będą dysponować nowymi możliwościami.

Ta wersja Mr. Jack'a jest przeznaczona dla bardziej doświadczonych graczy, jest bardziej strategiczna i złożona od swojego poprzednika. W przeciągu dwóch lat testerzy rozegrali ponad 600 partii w nową wersję Mr. Jack'a! Gra ta już wkrótce po premierze pojawi się w naszej ofercie dystrybucyjnej.




źródło: informcja prasowa, Wydawnictwo Hobbity

Tu i ówdzie: Vasco da Gama od Hobbity

28.08.2009

Wydawnictwo Hobbity zapowiada na październik 2009 polską premierę gry Vasco da Gama (Pierwotnie w programie włoskiego wydawnictwa What's Your Game?). Ogólnoświatowa premiera gry odbędzie się na targach w Essen.

Niedługo na stronie wydawnictwa będzie można zapoznać się z polską instrukcją gry, a już w sobotę 5 września zagrać w prototyp Vasco da Gama w Gliwicach na Pionku.

Na stronie wydawnictwa Hobbity.eu pojawiła się krótka zajawka tematu gry wraz ze zdjęciem pudełka oraz zapowiedź tajemniczej gry karcianej, która ukaże się w listopadzie.


źródło: informacja prasowa, Wydawnictwo Hobity

Hier und da: Kleine Aufständische - Warschau 1944 (Egmont Polska)

26.08.2009

Für Mitte Oktober 2009 hat der Verlag Egmont Polska die Veröffentlichung des einzigartigen Brettspiels „Mali powstańcy – Warszawa 1944“ („Kleine Aufständische - Warschau 1944“) von Filip Miłuński geplant. Es ist das erste Spiel des einheimischen Autors im Programm des Verlags. Bisher veröffentlichte Egmont Polska ausschließlich Spiele anderer Verlage in Lizenz.

Das Spiel greift thematisch Zeit des 2. Weltkrieges auf und erzählt über den Warschauer Aufstand. Es wird aber gar nicht gekämpft, denn es handelt es sich hierbei nicht um ein Kriegsspiel. Die im Titel genannten kleinen Aufständischen sind Pfadfinder-Postboten, welche die aufständische Feldpost bedienten. Die mutigen, kleinen Jungs und Mädchen, die sich geschickter als Erwachsene oder Jugendliche zwischen Barrikaden und durch die Kanäle bewegen konnten, lieferten in dem gegen nationalsozialistische Besatzungstruppen kämpfenden Warschau zivile Post und militärische Befehle aus.

Die meisten Befehle zwischen den Stadtteilen zuzustellen, wird in dem Familienspiel für 2 bis 4 Spieler im Alter von 8 bis 108 Jahre das Ziel. Der Clou des Spiels ist der Zwang zur teilweisen Kooperation. Alle Befehle müssen rechtzeitig bei den Adressaten eintreffen, sonst fehlt dem Aufstand an Koordination und die polnischen Soldaten verlieren ein Stadtviertel nach dem anderen - so kann aber keiner das Spiel gewinnen. Neben dem Basisspiel (Spieldauer ca. 30 Minuten) wird den Spielern auch ein Expertenspiel (Spieldauer ca. 60 Minuten) angeboten.

der Spielpan

Der Spielplan zeigt Warschau zu dem Zeitpunkt des Aufstandes (also nach dem 1. August 1944). Die Spielersteine darauf werden durch das Ausspielen von Karten bewegt. Die Regel wird dem Spiel in Polnisch, Deutsch und Englisch beiliegen. Die Texte auf dem Spielmaterial sind zwar nur Polnisch, es sollen aber bloß Eigennamen der Orte oder kurze Spielanweisungen auf einigen Karten sein. Der Verlag hat uns vergewissert, dass alles Spielrelevante ausführlich in der Spielregel entsprechend in Deutsch bzw. in Englisch erklärt wird. Dem Spiel wird auch eine Informationsbroschüre über die Pfadfinder-Feldpost beigelegt.

von links: Befehlskarte (Rückseite), Bewegungskarte (Rückseite), Karte des geheimen Zieles (Vorderseite)

„Kleine Aufständische - Warschau 1944“ ist das Ergebnis der Zusammenarbeit des Verlags mit dem Bund Polnischer PfadfinderInnen (ZHP) und dem Museum des Warschauer Aufstandes, wo das Spiel auch zu erwerben sein wird. Ob, wann und über welche Wege das Brettspiel im Ausland verfügbar sein wird, ist dem Verlag zurzeit noch unklar. Genauso wie der Preis.

Tu i ówdzie: Gry planszowe i wydawnictwa na konwentach fantastyki

Gry planszowe od dawna już są (niemal) nieodłączną częścią konwentów miłośników fantastyki. Rozumieją to także wydawcy.

I tak rozpoczynający się jutro w Łodzi Polcon (27-30 sierpnia) będzie gościł Kuźnię Gier, Barda oraz Portal. Program bloku planszówkowego, listę gier dostępnych w czynnym 24 godziny na dobę games roomie i szczegółowe informacje na temat lokalizacji imprezy i kosztów wstępu znaleźć można na stronie konwentu.

Z kolei wydawnictwo Wolf Fang zakomunikowało wczoraj, że zostało oficjalnym sponsorem konwentu Porytkon 3 1/3. Konwent ten odbędzie się w Sosnowcu w dniach 23-25 października 2009 roku. Podobnie jak w czasie Polconu będzie okazja do poznania pracowników obecnych tam wydawnictw, tak i na Porytkonie pojawią się pracownicy Wolf Fanga, odsłaniając kulisy przyszłych planów wydawnictwa i prezentując swoje produkty. Do startu Porytkonu jeszcze sporo czasu, zatem jest bardziej niż prawdopodobne, że grono oficjalnych sponsorów się jeszcze znacznie powiększy. O, choćby teraz doczytałem właśnie, że konwent sponsoruje też Granna...

Tu i ówdzie: Tak będzie wyglądalo pudełko gry Mali powstańcy

24.08.2009

Niedawno zapowiadaliśmy pierwszą rodzimą produkcję w programie wydawnictwa Egmont. Teraz oprócz "treści" wydawca prezentuje opakowanie. Gra Mali powstańcy – Warszawa 1944 Filipa Miłuńskiego pojawi się w sklepach w takim właśnie pudełku, jakie widać po prawej stronie. Tak więc "Czuwaj!".

Więcej informacji o samej grze, w tym projekt planszy i kart, znajdziecie na blogu poświęconym temu produktowi.




źródło: informacja prasowa, Egmont

Tu i ówdzie: Trwają zapisy na Mistrzowstwa Polski w Osadników z Catanu

Wydawnictwo Galakta powróciło w tym roku do idei Mistrzostw Polski w Osadników z Catanu. Trwają już zapisy dla osób chcących wziąć udział w zmaganiach nad tą słynną grą Klausa Teubera. Mistrzostwa odbędą się w dniach 05-06.09.2009 r. w trakcie planszówkowego konwentu Pionek, w Młodzieżowym Domu Kultury w Gliwicach, przy ulicy Barlickiego 3.

Zgłoszenie uczestnictwa w Mistrzostwach należy przesłać mailem na adres osadnicy@galakta.pl, podając swoje imię, nazwisko i adres zamieszkania.

Eliminacje Mistrzostw odbędą się w sobotę, 05.09, a finał, do którego awansuje 4 najlepszych graczy, w niedzielę, 06.09. W zależności od liczby graczy finał może jednak zostać rozegrany także w tym samym dniu, co eliminacje.

Więcej informacji na temat Mistrzostw na stronie wydawnictwa Galakta.

źródło: Galakta.pl

Hier und da: Ein Zusatzauftrag für Valdora

23.08.2009

Auf der Internetseite von Michael Schacht gibt es ab sofort einen neuen weißen Auftrag für Valdora zum Download. Erfüllen kann ihn nur der Spieler, der als erster die nötigen Edelsteine zusammen bekommt.

Die Spieler erwartet auch die Veröffentlichung einer "richtigen" Valdora-Erweiterung. Sie besteht aus einer Variante für zwei Spieler (ermöglicht durch Extramaterial), Sonderkarten für fortgeschrittene Spieler, die man unter Abgabe von Handwerkerplättchen bekommt und einer kleiner Überraschung.


Quelle: Presseinfo, Michael Schacht

Tu i ówdzie: Wolf Fang na swojej nowej stronie (nareszcie)

22.08.2009

Nowa strona internetowa wydawnictwa Wolf Fang, którą można odwiedzić pod adresami wolf-fang.pl i wolffang.pl definitywnie, mam nadzieję, położy kres karygodnej, wielomiesięcznej medialnej nieobecności tego wydawcy.

Jeszcze na ostatnich targach w Essen i po nich Wolf Fang wyraźnie bardziej niż Kuźnia Gier i Portal skupił na sobie uwagę zagranicznych mediów. Dość wspomnieć, że Wolf Fang jako jedyne polskie wydawnictwo był prezentowany w artykule przedstawiającym nowości targów w specjalnym numerze Spielboxa, a Saigo no Kane to pierwsza polska gra recenzowana na łamach tego magazynu. Po tych sukcesach jednak wydawnictwo medialnie bardzo się zaniedbało. I pewnie gdyby nie kolejne targi, wciąż część zainteresowanych graczy byłaby przekonana, że Wolf Fang zaliczył bankructwo, jak to ostatnio można było wyczytać na jednym z for.

Na szczęście targi coraz bliżej, za co można być im tylko wdzięcznym, skoro wydawnictwo dzięki temu wreszcie się zmobilizowało, a nawet zatrudniło osobę odpowiedzialną konkretnie za kontakty z mediami. Na razie pojawiać się będzie w internecie coraz więcej informacji o essenowych premierach Wolf Fanga, czyli o grach Kazaam Dice i 7. Można już o nich przeczytać na stronie wydawnictwa, którą - w stosunku do poprzedniej odsłony witryny - powiększono o sklepik.

Tu i ówdzie: Pędzące żółwie chętnie (wy)kupowane

Wydawnictwo Egmont poinformowało nas, że do sklepów wędruje właśnie dodruk gry "Pędzące żółwie", której recenzję możecie poczytać na tutaj. Według wydawnictwa od początku obecności na polskim rynku, czyli od października 2008 roku, gra cieszyła się ogromną popularnością.

W parze z tą dobrą informacją idzie niestety także zła wiadomość: Ze względu na bardzo niekorzystne kursy walut Egmont zmuszony był podnieść cenę gry o kilka złotych: z 49 zł na 55 zł. Już w tym tygodniu gry z nową ceną możecie szukać w ulubionych sklepach.




źródło: Egmont

Nanuuk! - arktyczna egzotyka

18.08.2009

"Nanuuk!" to familijna gra taktyczna Güntera Cornetta, którą autor opublikował w roku 1999 nakładem swojego wydawnictwa Bambus Spieleverlag. Przed rokiem 2000 do Bambus Spieleverlag bardziej niż przymiotnik „małe”, pasowałoby określenie „mikro”. Gdy patrzę na grę "Nanuuk!" i kilka innych, wczesnych produkcji tej firmy, nasuwa mi się porównanie z pierwszymi krokami naszych polskich, małych wydawnictw. Jest kilka podobieństw, ale niestety jest i wyraźna różnica. Taki "Nanuuk!" na przykład ma jakąś żywotną głębię – trochę jakby programowo, trochę jakby rekompensując braki w wykonaniu – niesie ze sobą solidną dawkę refleksji i wiedzy. Doskonale tym samym realizuje filozofię wydawnictwa i samego autora, o której mówił niegdyś Cornett w wywiadzie udzielonym dla Spiellust: Małe możliwości, małe środki, ale wyraźnie bardzo ambitne i zinternalizowane podejście do procesu twórczego oraz spora pasja. Efektem jest coś więcej niż sama tylko gra, niż jakaś byle powierzchowna zabawa.

"Nanuuk!" przenosi graczy w świat Inuitów, czyli – jak ich częściej nazywamy – Eskimosów. Przy czym tę grę – jak i kilka innych gier z Bambus Spieleverlag - trzeba poznawać odmiennie niż się przyzwyczailiśmy. Integralną składową gry jest dołączona do niej broszurka „Die Inuit – Jäger der Arktis” (Inuici – myśliwi Arktyki). I to od niej należałoby zacząć przygodę z "Nanuuk!" Dowiadujemy się w ten sposób nie tylko o historii Inuitów, o ich zwyczajach, dawnych i współczesnych problemach; ta wiedza, i dopiero ona – bo nie oszukujmy się, przeciętny Kowalski o innych kulturach wiedzę ma nikłą - pozwala nam poczuć klimat gry; nie tyle w jakiś abstrakcyjny sposób przenieść się na arktyczne lody, co wręcz wcielić się w postać Inuka. Tym bardziej, że zasady gry są w dużym stopniu mimetycznym naśladownictwem życia i środowiska inuickich myśliwych.

Tu i ówdzie: Re Re Kum Kum! od Egmontu

14.08.2009

"Ta ostatnia niedziela" śpiewał niegdyś pięknym barytonem Mieczysław Fogg. Dziś niestety pamięć o tym wspaniałym śpiewaku powoli zanika. Cóż, inne czasy, inne bity. Ja należę prawdopodobnie do ostatniego pokolenia, które się głosem Fogga zasłuchiwało i to jeszcze odtwarzając go z płyt winylowych.

Tym bardziej jest mi miło, że mogę na blogu o grach przywołać tytuł najbardziej znanej piosenki Fogga, zwłaszcza, że tym razem nie o pożegnanie chodzi, a o powitanie. To bowiem ostatnia niedziela przed... pojawieniem się w Polsce gry Re Re Kum Kum!, którą wydawnictwo Egmont jednocześnie w sympatyczny sposób składa hołd polskiemu piosenkarzowi:

Ukryty wśród zarośli staw przyciąga żaby z całej okolicy. Dawno temu odbył się tutaj koncert sławnego artysty – Mieczysława Frogga. Na jego cześć na największym z liści nenufaru został postawiony pomnik, a miejsce to nazwano Liściem Frogga. Obok pomnika umieszczono cenną pamiątkę – okulary wielkiego śpiewaka.

Niestety, najmłodsze pokolenie niewiele wie o Mieczysławie Froggu. Za to niebywałą frajdę sprawia małym żabkom skakanie z liścia na liść w okularach artysty. Wykorzystają każdą chwilę, by zabrać okulary i wesoło kumkając, poskakać w nich dookoła stawu. Ale muszą być czujne, bo duże żaby bacznie obserwują okolicę!

Gra posiada dwa warianty:
  • Wariant 1 - „Okulary Mieczysława Frogga” (dla graczy w wieku od 5 lat)
    Ulubioną zabawą małych żabek jest skakanie z liścia na liść w okularach Mieczysława Frogga. Wykorzystają każdą chwilę, by je zabrać i wesoło kumkając, poskakać dookoła stawu. Ale muszą być czujne, dużym żabom wcale się to nie podoba i będą się starały przerwać tę zabawę!
  • Wariant 2 - „Wyścig żabek” (dla graczy w wieku od 4 lat)
    Żabki zorganizowały wielki wyścig. Skacząc z liścia na liść, będą musiały wykazać się dobrą pamięcią, aby nie dać się zatrzymać dużym żabom i jak najszybciej dotrzeć do mety.
Autorem Re Re Kum Kum! jest Thierry Denoual. Gra trwa ok. 15 minut, przeznaczona jest dla 2 - 6 graczy w wieku od 4 lat i została już doceniona przez nauczycieli i rodziców w Stanach Zjednoczonych oraz Kanadzie.

Polska edycja Re Re Kum Kum! pojawi się w sklepach 19 sierpnia br. Jej sugerowaną cenę detaliczną ustalono na 109 złotych.


źródło: informacja prasowa, Egmont

Hier und da: Auf Spiel '09 präsentiert Wolf Fang das Spiel Kazaam Dice

13.08.2009

Als Neuerscheinung zur Spiel ’09 präsentiert der Krakauer Verlag Wolf Fang unter anderem das taktische Würfelspiel "Kazaam Dice", welches Würfelglück mit strategischem Denken verbindet. Auch Spiellust hat hier einen Grund zur Freude, denn einer der Autoren ist unsere Britta 'Kinjiro' Stöckmann, die das Spiel gemeinsam mit Jens Jahnke entwickelt hat. Für die beiden ist dies das Debüt als Spieleautoren.

Inhaltlich schließt „Kazaam Dice“ an das im letzten Jahr erschienene „Kazaam“ desselben Verlags an, wobei es aber zugleich ein ganz eigenständiges Spiel darstellt.

Nachdem in „Kazaam“ eine Gruppe von Alchemieadepten ihr Können mit dem Erschaffen von künstlichen Lebewesen, den Homunkulussen, unter Beweis zu stellen hatte, sind dieselben jungen Alchemisten in „Kazaam Dice“ in dieser Kunst bereits weit fortgeschritten und produzieren die kleinen Helfer wie am Fließband. Die nützlichen Kreaturen flitzen nun überall im Alchemistenlabor herum und erleichtern ihren Meistern die Arbeit, indem sie diesen die für deren Experimente benötigten Materialien zureichen. Allerdings hat die Sache einen Haken – die Homunkulusse erfüllen alle Wünsche, egal von wem sie kommen. Nur der Alchemist, der sie am besten zu kontrollieren vermag, wird sich also einen ungebrochenen Nachschub seiner Lieblinszutaten sichern können.

Obwohl es sich, wie der Titel schon sagt, um ein Würfelspiel handelt, verhilft einem reines Glück alleine nicht zum Ziel. Die Würfel entscheiden, welche Homunkulusse man einsetzen oder auf dem Spielplan bewegen darf, um das Ziel zu erreichen, eine durchgehende Verbindung vom Alchemisten quer durch das Labor zu dem Feld mit seinen bevorzugten alchemistischen Stoffen zu schaffen. Auch unterwegs lassen sich Zutaten einsammeln, bei denen man sich entscheiden muss, ob man sie am Spielende zu Siegpunkten machen will, oder ob man sie bereits während des Spiels einsetzt, um einen Würfelwurf zu wiederholen oder einen Extrazug zu bekommen. Und Vorsicht – die Verbindungen, die man selbst schafft, können auch von den Mitspielern genutzt werden, die einem zudem gerne einmal den alten Meister Ambrosius herüberschicken, der noch immer im Labor umherwandelt und den Homunkulussen so manches Mal den Weg verstellt.
„Kazaam Dice“ ist ein dynamisches Würfelspiel für 2 bis 4 Spieler ab 6 Jahren, dessen Dauer etwa 15 bis 30 Minuten beträgt und so zu einer schnellen Revanche einlädt. „Kazaam Dice“ wird seine Premiere auf der Spielemesse in Essen feiern und für 19,90 Euro zu erwerben sein, doch ist es natürlich möglich, im Vorverkauf bereits ein Exemplar zu bestellen, das dann zum Premieretermin versandt wird bzw. direkt auf der Messe abgeholt werden kann. Im Vergleich zum normalen Ladenpreis gibt es „Kazaam Dice“ für diejenigen, die bis zum 8. Oktober vorbestellen, für 15 Euro. Und bei Vorbestellung bis zum 7. September und Abholung am Messestand in Essen werden sogar nur 12 Euro fällig. Außerdem gibt es für alle, die den Vorverkauf nutzen, eine speziell modellierte Meister-Ambrosius-Figur als Dreingabe. Es lohnt sich also.

Quelle: Wolf Fang

Tu i ówdzie: Na Spiel'09 Wolf Fang przedstawi grę Kazaam Dice

Jedną z nowych gier, jakie zaprezentuje na targach Spiel’09 w Essen krakowskie wydawnictwo Wolf Fang, będzie taktyczna gra kościana "Kazaam Dice". Spiellust ma tutaj szczególne powody do radości, ponieważ jednym z autorów jest nasza Britta 'Kinjiro' Stöckmann. Stworzyła ona "Kazaam Dice" wspólnie z Jensem Jahnke. Dla obojga jest to zarazem debiut w świecie twórców gier.

"Kazaam Dice" kontynuuje tematykę opublikowanej w zeszłym roku gry "Kazaam", pozostając przy tym grą zupełnie samodzielną. Podczas gdy w "Kazaam" grupa uczniów mistrza Ambrosiusa zdawała dopiero końcowy egzamin usiłując udowodnić swoje umiejętności tworzenia pomocnych w laboratorium homunkulusów, to w "Kazaam Dice" te same postaci występują już jako doświadczeni w magicznych sztukach alchemicy. Są oni w stanie tworzyć małych pomocników seriami niemal jak przy taśmie produkcyjnej, a usłużne stwory biegają po laboratorium w tę i we w tę, ułatwiając swoim mistrzom pracę przez znoszenie składników niezbędnych do różnorakich eksperymentów. Oczywiście jest tu też i haczyk – homunkulusy nie są zbyt lojalne. Spełniają życzenia każdego z alchemików, który poprosi je o pomoc, nierzadko szkodząc przez to graczowi. Zatem tylko umiejętna kontrola nad nimi może zapewnić nieprzerwany dopływ pożądanych składników.

I chociaż, jak sugeruje sam tytuł, mamy tu do czynienia z grą kościaną, sam łut szczęścia nikomu nie zapewni zwycięstwa. Kości decydują o tym, które homunkulusy można wystawić albo przesunąć na planszy, aby stworzyć w laboratorium nieprzerwane połączenie między alchemikiem, a polem z potrzebnymi mu magicznymi surowcami. Także po drodze można zbierać dodatkowe surowce. Co do tych trzeba jednak zdecydować, czy zamienić je na punkty zwycięstwa na koniec gry, czy zużyć je w czasie gry, aby zdobyć dodatkowy rzut kością albo dodatkowy ruch. Tylko ostrożnie – połączenia, które stworzył gracz, mogą zostać użyte także przez innych graczy. Uważać też trzeba na mistrza Ambrosiusa, który przechadza się po laboratorium, zastawiając niekiedy drogę temu lub owemu homunkulusowi.
"Kazaam Dice" to dynamiczna gra dla 2 do 4 graczy od 6 lat, z krótkim czasem gry (ok. 15 – 20 minut), przez co można od razu rozegrać rewanż. "Kazaam Dice" zostanie zaprezentowane podczas targów gier w Essen i będzie do nabycia za 19,90 Euro. Wydawnictwo organizuje oczywiście przedsprzedaż. Zamówiony egzemplarz można kazać sobie wysłać w dniu premiery lub odebrać osobiście na stoisku Wolf Fanga. Ci, którzy zamówią grę przed 8 października, zapłacą za grę tylko 15 Euro. Kto zaś zakupi "Kazaam Dice" do 7 września i odbierze swoją grę w Essen, na stoisku wydawnictwa, zapłaci tylko 12 Euro. Poza tym dla wszystkich klientów, którzy skorzystają z przedsprzedaży przewidziano specjalny dodatek – figurkę mistrza Ambrosiusa.

źródło: Wolf Fang

Tu i ówdzie: G3 wydaje Igloo pop i O Zoo le Mio!

Jeszcze w te wakacje wydawnictwo G3 będzie miało przyjemność zaprezentować dwa zupełnie nowe tytuły! Dzięki wspaniałej współpracy z Zoch Verlag z Niemiec do nadwiślańskich sklepów trafią polskie wydania gier O Zoo le Mio! oraz Igloo pop! Obie te gry znane są w Polsce już od jakiegoś czasu, były jednak dotąd dostępne w wyższych cenach, co sprawiało, że gracze często z tego powodu rezygnowali z ich zakupu. Teraz gry będą dostępne aż o 30% taniej. Sugerowana cena polskich wydań wynosić będzie odpowiednio: 42 zło dla Igloo pop oraz 44zł w przypadku O Zoo le Mio!

Igloo pop to sympatyczna gra przeznaczona dla całej rodziny. Dwanaście igloo, w każdym z nich znajduje się od 2 do 13 szklanych kulek, wszystkie zaś razem tworzą na środku stołu wioskę Inuitów. Wokół wioski rozkłada się dziewięć kart z liczbami. Gracze, podnosząc igloo i grzechocząc nim starają się umieścić na kartach możliwie najwięcej igloo w taki sposób, aby liczba wydrukowana na karcie odpowiadała liczbie kulek w jego wnętrzu. Wszyscy gracze robią to równocześnie, więc w trakcie gry przyda się dobry słuch, czułe ręce oraz intuicja!

Igloo pop to gra dla 2 do 6 graczy w wieku od 7 lat, której partia trwa ok. 15 – 20 minut.

przód pudełka

tył pudełka

W O Zoo le Mio gracze wcielają się w rolę dyrektorów ogrodów zoologicznych, budują swoje zwierzyńce oraz starają się przyciągnąć do nich jak największą liczbę zwiedzających. Sukces osiągnie ten, kto przygotuje dla swoich gości najwięcej atrakcji. Dlatego też grający będą starali się wybudować jak największe i najciekawsze wybiegi zwierząt, a także jak najbardziej atrakcyjne trasy wycieczkowe i miejsca wypoczynku otoczone wieloma ciekawymi okazami botanicznymi.

Oczywiście byłoby zbyt łatwo, gdybyśmy sami mogli w spokoju decydować o kształcie naszego zoo. Życie dyrektora „umila” grono pomocników, którzy mają koncepcje rozbudowy zwierzyńca zupełnie odmienne od naszych planów.

I Zoo le Mio Jest grą rodzinną dla 2 do 4 graczy w wieku od 9 lat. Czas gry wynosi ok. 45 – 60 minut.

przód pudełka

tył pudełka

źródło: informacja prasowa, G3

Tu i ówdzie: The Dice Tower Gaming Awards 2008 - wyniki

07.08.2009

Amerykański serwis o grach planszowych The Dice Tower, ogłosił dzisiaj wyniki The Dice Tower Gaming Awards 2008. Nagroda przyznana została w ośmiu kategoriach, Spiellust prezentuje zwycięzców poszczególnych kategorii, a pełne wyniki i wszystkie nominowane gry możecie zobaczyć tutaj.

  • Gra Roku – Dominion
  • Mały Wydawca – Fragor Games za grę Snow Tails
  • Twórca Gry – Donald Vaccarino za Dominion
  • Reprint Gry – Formula 1
  • Gra innowacyjna – Space Alert
  • Rozszerzenie Gry – Descent: Road to Legend
  • Grafika – Battlestar Galactica
  • Gra Rodzinna – Formula 1

Tu i ówdzie: Wiedźmin po hiszpańsku i angielsku

05.08.2009

W związku z wyczerpaniem całego nakładu pierwszej odsłony Wiedźmina, firmy CD Projekt RED oraz Kuźnia Gier podpisały umowę, która zaowocuje wydaniem nowej, poprawionej wersji gry. Zmianom ulegnie wygląd ilustracji na kartach, żetony, postać Wiedźmina, dodatkowo zostanie poprawiona instrukcja. Gra zawierać będzie: 110 kart z nowymi ilustracjami, 24 żetony złota, nowy znacznik Geralta, sakiewkę oraz instrukcję.

Co najważniejsze, nowa edycja będzie wydana nie tylko w języku polskim ale również angielskim i hiszpańskim. Na ten ostatni rynek gra trafi już w sierpniu, a jej wyłącznym dystrybutorem będzie Gen X Games. Wydania w naszym ojczystym języku oraz w mowie Szekspira zaplanowane są na jesień, przy czym wydanie angielskojęzyczne będzie mieć premierę podczas targów Spiel'09 w Essen.

Gra na terenie Polski pojawi się w salonach Empik, sklepie Merlin, sieci sklepów Bard, Wargamer, Graal, Smok, Rebel.pl i innych sklepach branżowych. Dokładną listę punktów sprzedaży polskiej edycji znaleźć będzie można pod adresem: www.kuzniagier.pl/sklepy, a listę sklepów, w których dostępna będzie angielskojęzyczna wersja gry tutaj: http://kuzniagier.pl/whereToBuy.html.

źródło: informacja prasowa, Kuźnia Gier

Kosmiczna eskadra - czkawka na orbicie

04.08.2009

Kosmiczna eskadra to najnowsze spolszczenie zagranicznego tytułu w programie wydawnictwa Portal. Strzelanina w której liczy się refleks – czytamy tuż nad tytułem gry na pudełku. Dodać by do tego trzeba było niestety też – gra w której przyda się anielska cierpliwość. Dlaczego? O tym dalej.

Kosmiczna Eskadra pewnie już samym poziomem wydania chciałaby nas przekonać i zachęcić do zabawy. Na stronie gry w sklepie Rebel.pl wydawca odpowiada z oburzeniem na komentarz, w którym jeden z klientów stwierdza, że wykonanie gry jest średnie:

"Wykonanie średnie."? Karty drukowane w firmie Trefl, jednym z największych i najlepszych producentów kart w Europie, drewniane znaczniki najwyższej jakości jak w każdej grze z Niemiec, profesjonalne pudełko z fakturowanym papierem dokładnie jak od Pędzących żółwików... Co znaczy, że to wykonanie jest "średnie"?

Śmiałem się kiedyś, że powinno się wysyłać polskich wydawców, żeby ci pilnowali osobiście produkcji komponentów swoich gier. Bo one często wyglądają jak nie dopilnowane. Podobnie jest niestety także w przypadku Kosmicznej eskadry. Pudełko ładne, prawda, ale co z tego skoro, jak się okazuje, plansze statków są odrobinę za duże i trzeba by wyjąć z pudełka kartonową wkładkę, żeby móc je normalnie włożyć, bez konieczności wciskania do środka. Czy to właśnie z powodu brakującego miejsca plansze statków są powyginane – nie wiem. Nie wiem też, czy Trefl ma w zwyczaju wygryzać żetony ze sztanc. Faktem jest, że jeden znacznik punktacji w moim egzemplarzu recenzenckim wygląda dosłownie jak wygryziony. Nie najszczęśliwiej dobrano też papier kart: za śliski i chyba nieco za cienki. Karty powinni w tej grze leżeć dokładnie w miejscu, w którym zostały położone, ale ponieważ są śliskie, a do tego nie leżą na stole całą swoją płaszczyzną, bo się lekko wyginają, łatwo o ich przesunięcie – nawet na sugerowanym przez instrukcję obrusie. Bardziej zresztą by się tu sprawdzały żetony niż karty. I na koniec: drewniane znaczniki, podobno „najwyższej jakości jak w każdej grze z Niemiec”. O święty braku samokrytyki, gdybym ja mógł jeszcze uwierzyć, że drogi wydawca nie miał w rękach żadnej gry z drewnianymi znacznikami z Niemiec... Tam się drewno standardowo maluje, a nie farbuje. I to koniecznie kolorem odpowiadającym użytej w grze barwie gracza. A w Kosmicznej Eskadrze gracz dysponujący fioletowym statkiem bazą, nie wiedzieć czemu, zadowolić się musi żółtymi znacznikami obrażeń.

kliknij, aby powiększyć zdjęcia

W każdym razie, żeby być sprawiedliwym, trzeba przyznać, że rzeczywiście wydawca przynajmniej się starał. Grafika jest konsekwentna, instrukcja czytelna i przejrzysta. Materiały użyte na statki, plansze asteroidy i punktacji dobrej jakości. Tym bardziej więc szkoda, iż reszta niestety – tak na pół gwizdka. W rozmowie z jednym ze znajomych żaliłem się ostatnio, że będę musiał tak ostro skrytykować wydanie Kosmicznej eskadry – choć zdecydowanie przyjemniej jest przecież chwalić. „Szkoda nerwów” – usłyszałem – „To w przypadku Portalu norma, wszyscy są już do narzekań na ich wydania przyzwyczajeni.” Niestety coś w tym jest. Jakiś wzór, który prowadzi nas od edycji 1.0 do edycji 2.5. Czy Portal wydaje zbyt szybko, czy zbyt niedbale? Fakt, trzeba przyznać, uczy się przy tych małych porażkach na własnych błędach, wciąż jednak niestety dość wybiórczo. Ale dość o tym, przejdźmy do zasad Kosmicznej eskadry.

Cała gra obejmuje trzy błyskawiczne rundy, które kończy za każdym razem dużo mniej błyskawiczne podliczanie punktów. Każdy gracz dysponuje takim samym zestawem dziesięciu kart statków, które trzyma potasowane w swojej ręce. Na karcie statku widać liczbę określającą jego prędkość. Im mniejsza wartość, tym szybciej statek wystrzeli. Poza tym karta przedstawia kierunek lub kierunki strzału. Rodzaj lasera też jest istotny. Najsłabszy laser powoduje 1 punkt obrażeń, najwydajniejszy nawet 3 punkty. Niektóre statki posiadają osłony - symbolizują je linie wzdłuż brzegu karty. Poza tym każdy statek ma też określoną wytrzymałość. Trzy czerwone kropki pod statkiem oznaczają, że po otrzymaniu trzech obrażeń zostaje on zestrzelony. I o to tu zresztą głównie chodzi. Gracze mają wprawdzie za zadanie jakoby strzelać w asteroidę i wydobywać z niej znaczniki rudy, ale cała zabawa polega w większej mierze na uciesze z zestrzelenia statków wroga.

W czasie rundy gracze jak najszybciej wykładają na stół karty z ręki. Raz wypuszczona z dłoni karta musi pozostać tam, gdzie ją gracz ułożył. Wykładać można na żywioł, gdzie popadnie, jednak to rzadko przynosi dobry skutek. Dlatego warto się choć chwilkę zastanowić, gdzie i w jakiej pozycji chcemy umieścić wehikuł dociągnięty z naszej talii. Chwilkę, ale nie za długo, bo gdy tylko któryś z graczy wyłoży swoją ostatnią kartę, krzyczy „Stop” i wtedy reszta musi odłożyć nieużyte statki do hangaru w statku bazie. I teraz najlepsze: Ta emocjonująca zabawa trwała najwyżej minutę. Teraz gra sprawdzi naszą anielską cierpliwość.

Przez dobrych kilka minut będziemy rozstrzygać sytuację na stole. Aktywujemy po kolei statki, zgodnie z ich szybkością. Statki o takiej samej prędkości strzelają zawsze równocześnie. Sprawdzamy kierunek (bez linijki lub sznurka, przedłużającego promień lasera ani rusz!) i siłę strzału poszczególnych pojazdów. Znaczniki rudy kładziemy na statkach, którym tę rudę udało się wydobyć z asteroidy. Obrażenia statków zaznaczamy kładąc na karcie znacznik w kolorze atakującego dany pojazd gracza (Znaczników zresztą niekiedy brakuje, co wcale nie ułatwia sprawy). Gdy statek dostanie odpowiednio dużo obrażeń trafia do puli trofeów atakującego gracza. Czasem zdarzy się, że wyeliminujemy z kosmicznej próżni własny statek, ten trafia do naszej puli strat. Gdy uda nam się jakoś dotrzeć do końca etapu punktacji (uff, uff), możemy odegnać bardziej niż my znudzonych tą czynnością graczy od lodówki albo czajnika i określić zwycięzcę: Wytrzymałość statków w puli trofeów plus ilość znaczników rudy na ocalałych po strzelaninie statkach minus wytrzymałość statków w puli strat gracza to jego punkty w danej rundzie. Kto uzyskał największy wynik przesuwa swój znacznik rundy o jedno pole na planszy punktacji. I tak gra się dalej do trzech zwycięstw. Mniej zachwyceni grą zapewne już po pierwszej rundzie chwycą po inny tytuł z półki. Tak też można. Bo jakby nie kombinować w Kosmicznej eskadrze proporcje czasu aktywnego uczestnictwa do czasu rozdzielania punktów mają się jak 3 minuty do 15. I jakoś nie przekonują mnie głosy, że faza podliczania punktów jest tak samo emocjonująca jak faza wykładania kart. Może to się sprawdza za pierwszym razem, czasem na siłę jeszcze za drugim. Potem jednak każdy ślepy zauważa, że w Kosmicznej eskadrze proporcje są wyraźnie zaburzone. Że gra nas robi w balona. Że marnuje nasz czas. Że dziwnym byłoby się nie zdziwić decyzją wydawnictwa o wydaniu tej gry (nie odmawiając oczywiście wydawnictwom prawa do popełniania tak dziwnych błędów). Dziwnym byłoby także nie zdziwić się tak bezkrytycznym przytakiwaniom takim średnim decyzjom wydawcy.

Kosmiczna czkawka- zbyt mozolne i przydługie podliczanie punktów

Tak, dziwię się, po trzykroć się dziwię. Pisałem kiedyś o schizofrenii recenzentów gier, ale nie spodziewałbym się nigdy, że tytuł prezentujący się dzisiaj tak przeciętnie jak Kosmiczna eskadra zbierze aż takie brawa i wysokie oceny w ocenie ludzi, którzy przecież wiedzą, co się na rynku gier obecnie znajduje. Rozumiem, że kilka lat temu, gdy gra była znana w wydaniu Cheapass Games jako Light Speed, mogła być jeszcze powiewem świeżości. Na rynku nie było wtedy zresztą Neuroshimy Hex, która o wiele sprawniej wykorzystuje zaproponowany w Light Speed mechanizm walki.

Dziwiłem się ostatnio, że Egmont wydaje Totem, dość przecież podobny do Pędzących żółwi, ale – jak pisałem w recenzji tamtej gry – przy całym podobieństwie okazuje się Totem wystarczająco progresywny, żeby zrozumieć, a nawet przyklasnąć decyzji Egmontu. Portal wydaniem Kosmicznej Eskadry nie idzie ani o krok naprzód. Jest to wręcz - przynajmniej programowo - krok wstecz. To co mamy w Kosmicznej Eskadrze, znajdziemy w o wiele lepszej wersji w innych obecnych już na rynku grach. Powiedzmy to jeszcze raz: mechanikę walki, opartą na tzw. unit facing w Neuroshimie Hex, zabawę opartą na refleksie i spostrzegawczości w całej masie innych tytułów, które przy okazji unikają mozolnego i psującego zabawę podliczania rund. Niektóre recenzje gry próbują was przekonywać, że minuta szalonego wykładania kart i kilka minut rozstrzygania sytuacji na stole jest O.K., że będziecie się równie dobrze bawić podczas samej rundy jak i mozolnie tę rundę podliczając. Ja was do tego przekonywać nie zamierzam. Ba! Jestem nawet zupełnie odmiennego zdania. Dla mnie jest Kosmiczna eskadra grą tylko w połowie udaną. Wykładanie kart statków jest fajne, można nawet grać obrawszy jakąś strategię. Same zasady przyznawania punktów też są fajne. Za to fakt, że partia, właśnie przez konieczność przerwania jej dla przydługiego rozstrzygania rundy, bardziej przypomina czkawkę niż aktywne granie, jak dla mnie ten tytuł dyskwalifikuje. Chyba nikomu nie sprawiłaby przyjemności taka sytuacja, jaką ja przy Kosmicznej Eskadrze przeżyłem. A – i to podkreślę – graliśmy wtedy ledwie w dwie osoby. Po pierwszej rundzie, gdy doszliśmy do rozstrzygania walk, mój przeciwnik machnął na grę ręką i zostawił mnie samego przy stole. Normalnie byłbym na kogoś takiego zły jak-nie-wiadomo-co, ale nie tym razem. W pełni jego zniechęcenie Kosmiczną eskadrą podzielam.

Kosmiczna eskadra niewiele bowiem w kształt polskiego rynku gier wnosi, niewiele wnosi też w istocie na stoły polskich graczy. I chyba tylko paradoksem rynku jest, że mimo wszystko znajdą się klienci, którzy dadzą się na lep Kosmicznej Eskadry złapać. No cóż, zabronić im ani nie możemy, ani nie chcemy: Gra zachęca lekką, fantastyczną tematyką, zasady są łatwe do opanowania, a że się zacina… Hmm, trudno? I że złapią się na ten lep pewnie właśnie gracze młodsi albo planszówkowe świeżaki. No cóż… Hmm, trudno? A jednak trochę chyba szkoda, bo zamiast kazać im czkać nad Kosmiczną eskadrą mógł Portal pokusić się o wydanie czegoś o wiele lepszego. Dobrych gier na świecie nie brakuje. Czy - skoro mamy już zamiar wydawać gry na licencjach z zagranicy - musimy się koniecznie raczyć tymi przeciętnymi?

Dziękujemy wydawnictwu Portal
za udostępnienie egzemplarza gry do recenzji.


Punktometr Spiellusta

ocena ogólna: 5/10
strategia / taktyka: 5/10
losowość: 2/10
interakcja: 6/10
wykonanie gry: 6/10
stosunek cena do jakości: 8/10 (Trik-Trak.pl 41,00, Rebel.pl 49,95 PLN)

moja ocena dla "Kosmiczna eskadra" w serwisie BGG: 3


Podstawowe informacje o grze:

tytuł: Kosmiczna eskadra
Liczba graczy: 2 - 4
Wiek: od 7 lat
Czas gry: 40 min
Wydawca: Portal
Projektanci: Tom Jolly & James Ernest
Instrukcja: polska

Zawartość pudełka:
* 40 kart statków

* 4 plansze baz
* 24 znaczniki zniszczeń (w 4 kolorach)
* 12 znaczników rudy
* 1 żeton asteroidy
* 2 karty małych asteroid
* 1 plansza punktacji
* 4 znaczniki punktacji
* instrukcja

Kosmiczna eskadra na BGG

Deutsches Résumé

Kosmiczna Eskadra ist die polnische Edition des Spiels aus dem Jahre 2003, das besser unter dem Namen Light Speed bekannt ist. In Polen wurde es vom Portal-Verlag verlegt. Schon auf den ersten Blick sieht man die Unterschiede zu der ursprünglichen Ausgabe von Cheapass Games. Das Spiel erhielt eine quadratische Schachtel, Baseships-Spielpläne und einen Asteroiden aus Pappe. Die Freude an der neuen Aufmachung verderben leider ein paar Makel: Die Schachtel erweist sich als ein wenig zu klein für die ein wenig zu großen Baseships, das Kartenpapier scheint ein Stück zu dünn zu sein, so dass die Karten sich wölben, anstatt platt auf dem Tisch zu liegen, die Färbung der Schaden-Marker ruft auch Einwände hevor, zumal ein Satz Marker gar nicht violett sein will, sondern den Spieler mit einem grellen Gelb in gewisse Verwunderung versetzt.

So schlimm wäre es aber noch nicht, wenn uns das Spiel wenigstens Spaß geboten hätte. Doch dies war leider auch eher nicht der Fall. Man legt gleichzeitig seine Schiffskarten von der Hand auf den Tisch. Sobald jemand alle 10 Karten ausgelegt hat, endet die Runde, die übrigen Spieler müssen nicht benutzte Karten ablegen und dann wird gewertet. Jedes Schiff besitzt eine Initiative, die den Moment des Schusses bestimmt (je kleiner die Zahl, desto schneller erfolgt der Schuss). Man aktiviert die Schiffe nach und nach. Die geben ihre Schüsse ab. Es gilt die gegnerischen Schiffe zu zerstören (und so entsprechende Karten als Trophäen zu sammeln) und zugleich das Erz aus einem Asteroiden zu gewinnen. Der Clou ist, dass die Schiffe Schüsse nur in einer oder mehreren bestimmten Richtungen abgeben. Das erkennt man an den Laserlinien. Diese müssen mittels eines Lineals oder einer Schnur verlängert werden. Trifft ein Schiff den Asteroiden, gibt es dafür einen (oder gleich mehrere) Erz-Marker. Der kommt auf die Schiffskarte. Trifft ein Schiff ein anderes Schiff, legt man (einen) eigene(n) Schaden-Marker auf das getroffene Schiff. Rote Punkte auf der Karte geben an, bei wie vielen Treffern das Schiff als zerstört gilt. Zum Schluss gibt es Punkte für abgeschossene Schiffe und Erz-Marker auf den eigenen Schiffen die immer noch im Weltall schweben. Hat man sich selber Schiffe zerstört, gibt es Abzüge. Nun setzt der Sieger der Runde seinen Rundemarker der Wertungstafel ein Feld weiter. Man spielt, bis jemand drei Siege notieren konnte.

Ein Echtzeitspiel also. Und solche Spiele haben sicher ihre Fans. Leider sind bei Light Speed die Proportionen zu stark gestört. Die Echtzeit-Aktivität dauert je höchstens eine Minute, dann folgen ein paar Minuten, die man für die mühsame Wertung brauchen muss. Mich hat das Spiel enorm genervt. Auch wenn man die Regeln selbst als gut durchdacht bezeichnen muss, wirtschaftet Light Speed wirklich schrecklich mit unserer kostbaren Zeit. Besonders bei mehreren Spielern entsteht auf dem Tisch ein reines Karten-Chaos, das einen sehr überkombinierten Eindruck macht und sehr viele wertvolle Momente in Anspruch nimmt. Es wundert einfach, warum sich Portal vorgenommen hat, genau dieses Spiel herauszubringen. Es ist kein Schritt vorwärts, es ist sogar ein Schritt zurück. Den unit-facing-Mechanismus benutzt doch schon ein anderes Spiel aus dem Portal-Programm: Neuroshima Hex, und das sogar viel besser als Light Speed, welches ansonsten als Inspiration für Michał Oracz diente. Echtzeitspiele gibt es auch so eine ganze Menge, und das ist schon die Menge, die auch ganz gut ohne den gewissen Schluckauf funktioniert. Wie ist also das Ergebnis? Ein nur halbgelungenes Spiel, das durch eine Neuausgabe kein Stück besser gelungen wirkt. Und ein Spiel, das dem polnischen Spielemarkt eher wenig beiträgt.

Résumé: pomimo

Tu i ówdzie: Mali powstańcy - Warszawa 1944 w programie Egmontu

01.08.2009

Wydawnictwo Egmont na połowę października 2009 roku zaplanowało wydanie wyjątkowej gry planszowej Mali powstańcy – Warszawa 1944.

Będzie to gra rodzinna przeznaczona dla 2-4 graczy w wieku 8-108 lat. Graczom zaporponowane zostaną 2 warianty: podstawowy (czas rozgrywki 30 min.) oraz zaawansowany (czas rozgrywki 60 min.).

Plansza przedstawiać będzie Warszawę, a celem gry będzie dostarczenie przez graczy jak największej liczby rozkazów pomiędzy dzielnicami. Co ciekawe, gracze będą zmuszeni współpracować ze sobą - w przeciwnym wypadku istnieje ryzyko, że przegrają grę.

Gra powstaje we współpracy z Muzeum Powstania Warszawskiego oraz Związkiem Harcerstwa Polskiego.

Więcej szczegółów znajdziecie na blogu poświęconym grze, na którym prezentowane będą kolejne etapy tworzenia gry i z którego pochodzi prezentowany poniżej wstępny projekt planszy do gry.

źródło: informacja prasowa, Egmont

Related Posts with Thumbnails