W ostatnim czasie miałem okazję odkrywać talent Rainera Knizi w jego kilku starszych grach. I przyznam, że za każdym razem było to bardzo interesujące doświadczenie, nierzadko skutkujące powiększeniem własnej kolekcji. Zrozumiałe więc, że ucieszyłem się, kiedy w ręce wpadła mi kolejna gra tego autora: Polowanie na robale. Grę wydaną w Polsce przez wydawnictwo Egmont często widziałem na stołach podczas różnych konwentów, ale sam nie miałem dotąd okazji w nią zagrać. Z dużym entuzjazmem otworzyłem pudełko …
Robale w pudełku
Niewielkich rozmiarów solidne pudełko mieści woreczek z ośmioma kośćmi, szesnaście bakelitowych płytek i oczywiście instrukcję. Kości wykonane są z bardzo lekkiego drewna i niestety dalekie są od ideału – ciężkiej idealnie turlającej się kostki. Płytki natomiast robią dobre wrażenie, są przyjemne w dotyku, ciężkie i bardzo trwałe. Na każdej z nich przedstawiono liczbę z zakresu od 21 do 36 oraz od jednego do 4 robali (tym więcej, im większa liczba na płytce). Instrukcja, wzbogacona o czytelne przykłady, bardzo dobrze wyjaśnia zasady gry.
Robale z rusztu
Jak łatwo się domyślić, przy tak małej ilości elementów zasady gry muszą być proste i intuicyjne. I takie dokładnie są, a ich wytłumaczenie zabierze nam nie więcej niż kilka minut. Także przygotowanie gry do zabawy trwa zaledwie chwilę i polega na ułożeniu wszystkich płytek z robalami w kolejności według wartości liczbowej. Tak ułożone płytki z robalami tworzą ruszt, z którego gracze – jak łakome kurczaki – starać się będą zebrać jak najlepsze kąski.
Gracz w swojej turze rzuca najpierw wszystkimi kośćmi, a z uzyskanego wyniku odkłada na bok wszystkie kości o jednej wybranej wartości. Co ciekawe, szóstkę na każdej kostce zastąpiono symbolem robaka i jego wartość w grze wynosi 5. Odgrywa on ważną rolę, ponieważ w zestawie kostek, który ostatecznie posłuży nam do zabrania odpowiedniej płytki musi znajdować się przynajmniej jeden robal. Jeśli go zabraknie, kończymy turę z pustymi rękoma. Jest tu jeszcze jeden kruczek: Odkładane na bok kostki muszą mieć zawsze inną liczbę oczek niż te odłożone wcześniej.Rzuty i odkładanie kolejnych kości gracz kontynuuje do momentu, gdy zdecyduje się zabrać płytkę z robalami o wartości równej sumie oczek wszystkich odłożonych przez siebie kostek. Zabrana z rusztu płytka trafia na stos przed graczem, przykrywając tym samym płytki zebrane już wcześniej. Czasem – ku rozpaczy współgraczy – zdarzy się nawet zdobyć robala spoza rusztu. Jeśli bowiem suma oczek na wybranych kostkach jest równa liczbie na górnej płytce na stosie przeciwnika, możemy najzwyczajniej w świecie taki robalowy kąsek mu podwędzić.
Trzeba też pamiętać o karze za nieosiągnięcie na zebranych kostkach wyniku pozwalającego na wzięcie płytki. W takim wypadku ostatnie posiadane trofeum (jeśli jakieś posiadamy) wraca na swoje miejsce na stół, jednocześnie odwracana jest najwyższa dostępna jeszcze płytka, zmniejszając pulę dostępnych na ruszcie robali.
Gra skończy się wraz z opróżnieniem rusztu, a zwycięzcą zostaje ten z graczy, który zdobył najwięcej grillowanych robali. Przy remisie wygrywa posiadacz płytki o największej wartości liczbowej.
Genialny matematyk albo wielka irytacja
Rainer Knizia przyzwyczaił nas w swoich grach do dopracowanej mechaniki i tematu, który sprawia wrażenie wymyślonego jakby na siłę. Także Polowanie na robale nieomal wpasowałoby się w ten schemat, gdyby nie ogromna losowość, którą zaserwował nam ten genialny matematyk. Gra potrafi zauroczyć pierwszym wrażeniem, które w moim przypadku z każdą kolejną partią przemieniało się niestety w wielką irytację.
Jeśli po poznaniu zasad gry, zaczęliście przeczuwać w tej grze jakąś sympatyczną strategiczną głębię – możecie o niej zapomnieć. Jeśli wydaje się Wam, że to musi być miła, przyjemna i krótka gra – zapomnijcie o tym. Jeśli zakładacie, że tą grą rozbawicie towarzystwo – macie racje – ale tylko raz.Wszystko w tej grze jest elementem przypadku i szczęścia w rzutach kośćmi. Jeśli gracz nie ma uzbieranej wystarczającej ilości oczek, żeby wziąć jakąś płytkę - i tak musi rzucać dalej, aż uzbiera oczka na choćby najmniejszą z dostępnych. Wtedy ewentualnie może spasować, ale i tak raczej będzie ryzykował dla cenniejszych płytek, choćby dlatego, że to one decydują przy remisie.
Mimo iż zwykle element losowości w grach kompletnie mi nie przeszkadza, w Polowaniu na robale osiągnął nieakceptowalny poziom. Poziom, który u mnie wywołuje podobną irytację, co archaiczny Chińczyk. Obserwowanie rosnących stosów innych graczy, wraz z ciągle prześladującym nas pechem, lub sytuacja przeciwna, kiedy to nasz kolejny udany rzut wprowadza współgraczy w stan lekkiego podenerwowania, nie sprawia przyjemności ani jednym, ani drugim. Do tego dołożyć można przewidywalne na pewnym etapie rozgrywki zakończenie. Kiedy wiadomo, że nie ma już szans na dogonienie lidera, gracze wymagający od gier nieco więcej kompletnie tracą resztki początkowej sympatii do robali (jeśli do tego momentu jakaś sympatia pozostała).
Poza tym gra potrafi się dłużyć, zwłaszcza przy komplecie graczy. Nigdy nie siadajcie do stołu w więcej niż 3 osoby, chyba że jednocześnie czytacie książkę, robicie kolacje lub lubicie się potwornie nudzić.
Czy komuś ta gra może się podobać? Wygląda na to, że jednak tak. Jeśli zajrzycie na BoardGameGeek znajdziecie obok krytyków sporo zagorzałych zwolenników tego tytułu. Własne wnioski wyciągnijcie jednak sami po kilku grillowanych robalach. Czy komuś ta gra może się przydać? Tak. Jest doskonała w nauce dodawania i mnożenia dla dzieci, a losowość schodzi wtedy na dalszy plan. Pociechy będą czerpały przyjemność z gry, ucząc się przez zabawę. U mnie gra ląduje na mniej dostępnej półce, bo dodawać już potrafię.
Warto też wspomnieć o wersji gry on-line na BrettSpielWelt, gdzie zawsze znajdziecie kogoś chętnego do zabawy, jeśli byście koniecznie chcieli sami się przekonać, czy to gra dla was.

Propozycja wariantu
Pochylając się nad Robalami, wpadłem na pomysł, który mógłby tą grę trochę zmienić. Każdy z Was ma zapewne w domu klasyczną talię kart, z której wybieracie cztery zestawy kart: 1, 2, 3 i As. W rozgrywce do 4 osób, karty liczbowe służyć będą jako modyfikatory naszych rzutów, a As jako karta uniemożliwiająca innemu graczowi zabranie naszej cennej zdobyczy. Każdą kartę wykorzystać można jeden raz, a choć nieznacznie wydłuża to czas podjęcia decyzji, wprowadza element strategiczny i angażuje gracza również poza swoją kolejką. Spróbujcie, a ja chętnie posłucham Waszych opinii na ten temat.
Punktometr Spiellusta
ocena ogólna: 5/10
strategia / taktyka: 2/10
losowość: 10/10
interakcja: 6/10
wykonanie gry: 9/10
stosunek cena do jakości: 7/10 (Rebel.pl 49,00 PLN )
moja ocena dla "Polowanie na Robale" w serwisie BGG: 4
Podstawowe informacje o grze:
tytuł: Polowanie na Robale
Liczba graczy: 2 -7
Wiek: od 8 lat
Czas gry: 20 min
Wydawca: Egmont Polska
Projektant: Reiner Knizia
Instrukcja: polska
Zawartość pudełka:
* 16 płytek z porcjami pieczonych robali
* 8 kostek
* instrukcja



Menu strony
Seitenmenü




0 Dodaj komentarz / Kommentar schreiben:
Prześlij komentarz