Nareszcie odespałem weekend spędzony na Gratislavi i mogę opisać moje wrażenia z imprezy. Bardzo wczesna pobudka w sobotę i przejazd do Wrocławia (trzy samochody, 11 osób z Gramajdy) szybko poszło w zapomnienie, gdy przekroczyłem próg Instytutu Matematycznego. Wpisanie się na listę, pamiątkowy identyfikator (dzięki wc), szybki przegląd ośmiu sal i siadamy do grania. Wszystkie tytuły były ogólnodostępne, co znacznie usprawnia proces wyboru gry, i wcale nie wpływa na ich stan techniczny. Z kolei typowy dla Gratislavi podział gier pomiędzy sale bardzo pomaga w wyborze odpowiedniego tytułu o podobnej tematyce, ciężarze czy charakterze. Wśród wielu ciekawych pozycji każdy mógł znaleźć coś dla siebie.
Z godziny na godzinę robiło się coraz tłoczniej, ale znalezienie miejsca na kolejną rozgrywkę nie stanowiło większego problemu. W każdej sali kilka osób w niebieskich koszulkach chętnych do pomocy w wyborze gry i tłumaczeniu zasad. Odniosłem jednak wrażenie, odmienne niż na Pionku, że tej pomocy było potrzeba zdecydowanie mniej. Może to efekt bardziej „rozegranego” towarzystwa. Ja osobiście przykładam dużą wagę do stylu tłumaczenia zasad i dobrej znajomość gry przez wprowadzającego, zwłaszcza gdy sam nie przeczytałem instrukcji. I tutaj należą się pochwały dla tych, z których pomocy korzystałem – było zwięźle, ale treściwie.
Sobotnie wręczenie nagrody Gra Roku nie przyniosło niespodzianek, choć wybór Agricoli budzi różne spostrzerzenia i emocje. W tej sprawie pozostawiam głos innym...
Wieczorne wyjście do restauracji meksykańskiej zakończyło pierwszy dzień konwentu, a drobne nieporozumienie organizacyjne zapadło chyba w pamięci tylko co bardziej „rasowych” poznaniaków.
Niedziela upłynęła mi głównie na konkursie gier logicznych Gigamica, które są świetną odskoczną od kolorowych historii planszowych. Sprawna organizacja trzech opiekunek sali plus bardzo wymagający współgracze, no i pełna gama gier Gigamica – polecam każdemu.
Nagle okazało się, że już 17.00. Wręczenie nagród w konkursach (było ich naprawdę sporo – konkursów i nagród), ostatnie pożegnania i podziękowania (głównie dla Magmy) i w drogę do domu.
Wrocław, gratulacje!
Z godziny na godzinę robiło się coraz tłoczniej, ale znalezienie miejsca na kolejną rozgrywkę nie stanowiło większego problemu. W każdej sali kilka osób w niebieskich koszulkach chętnych do pomocy w wyborze gry i tłumaczeniu zasad. Odniosłem jednak wrażenie, odmienne niż na Pionku, że tej pomocy było potrzeba zdecydowanie mniej. Może to efekt bardziej „rozegranego” towarzystwa. Ja osobiście przykładam dużą wagę do stylu tłumaczenia zasad i dobrej znajomość gry przez wprowadzającego, zwłaszcza gdy sam nie przeczytałem instrukcji. I tutaj należą się pochwały dla tych, z których pomocy korzystałem – było zwięźle, ale treściwie.
Sobotnie wręczenie nagrody Gra Roku nie przyniosło niespodzianek, choć wybór Agricoli budzi różne spostrzerzenia i emocje. W tej sprawie pozostawiam głos innym...
Wieczorne wyjście do restauracji meksykańskiej zakończyło pierwszy dzień konwentu, a drobne nieporozumienie organizacyjne zapadło chyba w pamięci tylko co bardziej „rasowych” poznaniaków.
Niedziela upłynęła mi głównie na konkursie gier logicznych Gigamica, które są świetną odskoczną od kolorowych historii planszowych. Sprawna organizacja trzech opiekunek sali plus bardzo wymagający współgracze, no i pełna gama gier Gigamica – polecam każdemu.
Nagle okazało się, że już 17.00. Wręczenie nagród w konkursach (było ich naprawdę sporo – konkursów i nagród), ostatnie pożegnania i podziękowania (głównie dla Magmy) i w drogę do domu.
Wrocław, gratulacje!
Po prawej i w środku ekipa Spiellust.net
Gramajda przy Puerto Rico
Niebieskie koszulki



Menu strony
Seitenmenü



2 Dodaj komentarz / Kommentar schreiben:
Zgadzam się autorem, było bardzo fajnie.
Aha, jeszcze jedno - szkoda, że nie można kliknąć i powiększyć zdjęcia. Popatrzyłbym sobie na moją facjatę z bliska:)
Prześlij komentarz