Fangfrisch – kup pan rybę

09.02.2009

Port w Hamburgu, ze względu na swoje śródlądowe położenie przy ujściu rzeki Łaby do Morza Północnego, to jeden z największych portów na świecie. Andreas Pelikan właśnie w tym mieście, a właściwie na targu rybnym w Hamburgu umiejscowił tło swojej gry Fangfrisch wydanej w roku 2007 przez wydawnictwo Queen Games. I choć gra oparta jest na znanym z wielu pozycji mechanizmie, a jej nowatorskość jest raczej wtórna, to handlowanie rybami może się niektórym graczom spodobać, dlatego też kilka słów tej grze warto poświęcić.


Dzień handlowy na targu rybnym czas zacząć

Każdy z 3 do 5 graczy otrzymuje własne stoisko rybne – planszę z dwoma skrzyniami, pojemnikiem z lodem do przechowywania towaru oraz śmietnikiem na towar niesprzedany (czyli zepsuty). Każdy otrzymuje też 30 euro na rozkręcenie interesu. Pozostałe banknoty stanowią pulę banku.

Towary, którymi będziemy handlować, przedstawiono na ponad 100 kolorowych kartach. Układa się je w zakrytym stosie na środku stołu. Z tego stosu będziemy mogli nabyć dla naszego stoiska następujące gatunki ryb i owoców morza: rekina, flądrę, homara, węgorza, tuńczyka, kraba oraz ośmiorniczkę, pełniącą funkcję jokera. Na kartach znajdziemy też cyfry od 1 do 3 symbolizujące ilość towaru. Są też karty specjalne: kot podkradający ryby oraz „zapuszkowane” rybki. Gracze otrzymują jeszcze po karcie z cenami sprzedaży poszczególnych gatunków (oscylującymi między 1 euro za jedną sztukę do 30 euro za 10 sztuk). Wreszcie na środku targu ląduje aukcyjny dzwonek.



Kuuuuup pan flądrę i trzy rekinyyyyyy.

Najstarszy gracz będzie pierwszym licytatorem i ma on dwie możliwości – musi przeprowadzić aukcję świeżego towaru, który właśnie przypłynął na kutrach do portu w Hamburgu oraz może sprzedać ryby i owoce morza z własnego stoiska po cenach z cennika. O sprzedaży za chwilę, teraz kilka słów o aukcji. Przeprowadzenie aukcji polega na odkrywaniu kolejnych kart z talii i obwieszczaniu, co i w jakiej ilości pojawia się w ofercie dla właścicieli stoisk. Dopóki nie znajdzie się chętny na zakup, licytujący odkrywa kolejne ryby czy owoce morza i dalej wykrzykuje, co jest do sprzedania, tak że z każdą chwilą oferta staje się coraz bardziej pociągająca. Gdy któryś z graczy zdecyduje się na zakup danego połowu, czyli kompletu odkrytych do tej pory kart, uderza w dzwonek. Często zdarza się, że ochota na zakup nachodzi nagle kilku graczy naraz. Kto pierwszy ten lepszy, bo kupujący może być tylko jeden.

Każdy połów - bez względu na ilość ryb - kosztuje 10 euro, które zwycięzca wpłaca do banku. Licytator nagradzany jest z banku 1 euro za każdą sprzedaną kartę połowu. Gracz, który dokonał zakupu musi posortować towar na swoim stoisku tak, aby nie mieszały się różne gatunki. Każdy pojemnik może zawierać karty tylko jednego gatunku. Co nie mieści się w trzech pojemnikach, ląduje w śmietniku.


Teraz gracz, który przed chwilą pełnił rolę licytatora portowego, ma jeszcze możliwość sprzedaży towarów ze swojego stoiska. Oczywiście może się wstrzymać ze sprzedażą, bo jak stanowi cennik, im więcej okazów jednego gatunku sprzeda naraz, tym więcej pieniędzy otrzyma. Jest jednak pewne ryzyko, choć bardziej do tematyki pasuje pewnie słowo haczyk. Otóż, gdy dany gatunek jest sprzedawany przez jednego gracza, pozostali sprzedawcy, posiadający w swoich skrzyniach towar tego samego rodzaju, już go nie sprzedadzą i cały zapas ląduje w śmietniku (towar w pojemniku z lodem jest bezpieczny). Za ryby i owoce morza w śmietniku będzie trzeba na końcu gry zapłacić 1 euro za każdą sztukę. Ale i na to jest sposób. Uratować nas może zakup na aukcji „zapuszkowanych” ryb. Każda taka specjalna karta pozwala pozbyć się ze śmietnika dwóch dowolnych kart towaru. I jeszcze kilka słów o karcie z kotem-złodziejem. Taki kot, jeśli tylko kupimy jego usługi (czytaj: wygramy kartę na aukcji), ukradnie wybraną przez nas rybę ze stoiska sąsiada i przyniesie na nasze.

Topniejąca talia kart, tura po turze i licytacja po licytacji, zbliża nas ku finiszowi partii. Przed samym końcem gry, zasygnalizowanym odkryciem karty „Zamknięcie targu” - wtasowanej wcześniej jako jedna z pięciu ostatnich kart w talii - możliwa jest jeszcze sprzedaż ryb za połowę ceny. Ten moment świetnie symuluje zresztą znane nam zwyczaje targowe. Grę wygrywa sprzedawca, który po odliczeniu straty za ryby w śmietniku, posiada najwięcej pieniędzy.


Wracając z rybnego targu

Fangfrisch to bardzo przyjemna, prosta i szybka gra (brak przestojów i 20-minutowa partyjka). Pełne emocji licytacje rozstrzygane za pomocą dzwonka to doskonała zabawa. Kolekcjonowanie ryb, połączone z odrobiną interaktywności powinno się spodobać, choć na pewno nie przekona wszystkich.

Trzeba mieć jednak na uwadze, że jest to pozycja wybitnie rodzinna i w tej roli sprawdza się świetnie. Także same dzieci chętnie zasiądą do Fangfrisch; dodatkowo gra w takim gronie posiada też walory edukacyjne, jak liczenie towarów, czy zarządzanie pieniędzmi. Bardziej dorosły i obyty gracz najprawdopodobniej uzna Fangfrisch za typowy chwiler. I nie uczyni tym grze żadnego dyshonoru. Jako chwiler jest Fangfrisch doskonały, zwłaszcza jeśli trzeba rozbudzić i rozruszać towarzystwo. Grono, z którym grywam w planszówki, nie odmawia szybkiej partyjki przed cięższymi pozycjami. Tak dla odmiany.


Punktometr Spiellusta

ocena ogólna: 7/10
strategia / taktyka: 7/10
losowość: 7/10
interakcja: 9/10
wykonanie gry: 10/10
stosunek cena do jakości: 5/10
(Gryplanszowe.pl 94,00 Rebel.pl 94,00 PLN)


moja ocena dla "Fangfrisch" w serwisie BGG: 6


Podstawowe informacje o grze:

tytuł: Fangfrisch
Liczba graczy: 3 -5
Wiek: od 8 lat
Czas gry: 20-30 min
Wydawca: Queen Games
Projektant: Andreas Pelikan
Instrukcja: niemiecka

Zawartość pudełka:
* 110 kart
* 5 plansz gracza
* 1 dzwonek licytacyjny
* plik banknotów
* instrukcja

Fangfrisch na BGG

Deutsches Résumé

Bei Fangfrisch spielt sich alles auf dem Hamburger Fischmarkt ab: Man führt seinen eigenen Fischstand, kämpft um frische Lieferungen von Fischen und anderen Meeresfrüchten, um diese dann möglichst gewinnbringend an die Kunden zu verkaufen.

Genauer gesagt wird der aktive Spieler zuerst zu einem Hafenauktionär, der vom Kartenstapel eine Warenkarte nach der anderen aufdeckt und bekannt gibt, worum sich das aktuelle Angebot für die Stände erweitert hat. Die übrigen Spieler dürfen im beliebigen Moment zugreifen. Ihre Kaufbereitschaft bekunden sie, indem sie auf die Glocke schlagen. Da aber mit jeder Karte das Angebot immer mehr zu einem echten Schnäppchen wird, kommen auch die Emotionen mit ins Spiel. Allzu lange soll man deshalb nicht abwarten. Die Mitspieler könnten doch schneller sein.

Jede ersteigerte Lieferung kostet immer 10 Euro und wird sofort auf dem Stand des jeweiligen Spielers sortiert. Jeder Stand hat 2 Kisten und ein Eisfach zum Aufbewahren der Waren. In diese kommen immer Karten von nur je einer Gattung. Was hier nicht passt, muss in den Müllkorb und kostet am Spielende Geld.

Nach der durchgeführten Versteigerung kann der aktive Spieler noch seine Ware vom Stand verkaufen. Das bringt ihm Geld und außerdem oft den Vorteil, dass die Konkurrenz die Karten derselben Gattung vom Stand in den Müll legen muss. Denn je mehr Geld die Gegner verlieren, desto näher kommt man selber dem Sieg.

Das Spielkonzept ist durchaus nicht neu. Fangfrisch erinnert mit seinen Mechanismen (auf die Glocke schlagen, Kartensammeln nach den Sorten, usw.) an einige gut bekannte Spiele. Trotzdem kann das Spiel gefallen, obwohl es sicher nicht alle überzeugt. Was man aber nicht übersehen darf, ist die Tatsache, dass es eher leichte Kost ist, die gezielt vor allem ein Familienspiel sein will. Auch in Runden erfahrenerer Spieler kann es - als ein netter Absacker - ganz gut taugen. Und besonders als solcher hat sich Fangfrisch bei unserem Rezensenten und dessen Mitspieler bewiesen.

Résumé: pomimo

0 Dodaj komentarz / Kommentar schreiben:

Prześlij komentarz

Related Posts with Thumbnails