Witam serdecznie wszystkich czytelników. Dzisiaj chciałbym napisać pokrótce jak zostać Shogunem, czyli co oferuje gra i jak do niej podejść.Shogun jest grą ekonomiczno-strategiczną, w której możliwości są ograniczone przez dostępne akcje, jakie może wykonać dany gracz. Jeśli na dziesięć możliwych akcji są "tylko" dwa ataki, a gra trwa osiem tur, z czego akcje rozgrywa się tylko w sześciu, to szybko okazuje się, że nie zdążymy nigdy zrobić wszystkiego co byśmy chcieli. Czas goni, wszyscy planują w ukryciu, ogarnia nas paraliż decyzyjny. Zaczynają się spekulacje i negocjacje. Gra jest bardzo emocjonująca, zwłaszcza gdy trudno ocenić, kto tak naprawdę jest liderem. Często bowiem zdarza się, że prowadzący w punktacji po pierwszym roku kończą rok drugi na miejscu ostatnim. Dzieje się tak czasami z powodu złej oceny sytuacji na planszy przez innych graczy, a czasami po prostu przeciwnik nas przechytrzy. Do tego jeszcze jest wieża, która potrafi poważnie popsuć nasze plany. Jak więc - mając tyle niewiadomych - usiąść do gry z nadzieją na zwycięstwo? Czy nie jest to istna losowość? Nie! Nic bardziej mylnego.
Walkę o zwycięstwo rozpoczynamy już na starcie, gdy wybieramy prowincje startowe. Tak, wiem - nie dostaniemy zawsze tego, co chcemy - tu też jest ślepy los. Możemy jednak dobierać optymalnie dla nas, koncentrując siły w jednym, dwóch regionach, ewentualnie dosyć blisko siebie i uwzględniając ułożenie prowincji innych graczy. Jedynie całkowite pokpienie sobie tego elementu gry może wykreślić nas albo mocno utrudnić nam dalszą walkę o zwycięstwo. Gdy już wiemy, kto jakimi prowincjami rządzi, nadchodzi czas na zaplanowanie działań na ten rok. Bez planu nie mamy żadnych szans. Jeśli nasz plan jest uwarunkowany zachowaniami innych graczy, możemy postarać się wynegocjować korzystne dla nas traktaty pokojowe czy sojusze. Oczywiście żaden sojusz nie jest wieczny, a jesienie w feudalnej Japonii potrafią być bardzo krwawe i skrytobójcze. Dlatego nigdy nie odwracaj się plecami, nawet do sojusznika - łatwe cele zawsze zachęcają do ataku. Nie wikłaj się w wykrwawiające wojny, jeśli widzisz, że inni rosną za bardzo w siłę. Czasami lepiej przerwać wojnę w niezbyt spodziewanym dla innych momencie i wspolnymi siłami wraz z byłym wrogiem pokonać kogoś silniejszego. Aby wygrać musisz być elastycznym - to nie jest gra o honorze i odwadze. To jest gra o bezwględnej walce o władzę - wojny, głód i zdrada to trwałe elementy Shoguna.
Kolejną ważną kwestią jest kolejność akcji. Co będzie prędziej - atak czy zbieranie podatków? Nieistotne? Bardzo istotne! Czasami bardzo zagrożona prowincja może przynieść nam bezpiecznie dochód tylko dlatego, że atak nastąpi dopiero po zbieraniu podatków, lub odwrotnie - nie warto zbierać stamtąd podatków, bo jest bardzo prawdopodobne, że prowincja zostanie zdobyta, a my zostaniemy bez złota.
Wydarzenia w grze mają mniejsze znaczenie, aczkolwiek potrafią trochę ułatwić lub utrudnić życie. Najistotniejszym wydarzeniem, z którym trzeba się liczyć, jest zakaz atakowania prowincji ze świątynią. Potrafi uratować skórę i zniszczyć plany ataku przeciwnika. Dlatego, tak na wszelki wypadek, trzeba uwzględniać wydarzenia w swoich planach. Najmniej istotne są bonusy, o które gracze się licytują. Osobiście uważam, że o ich przydatności decydują wydarzenia, trudno więc stwierdzić który jest najlepszy.
Niestety, wieży nie przeskoczymy. Tutaj jest ostatni bastion niepewności, który dobrze odzwierciedla rzeczywistość - raz na wozie, raz pod wozem. Jednak prawdopodobieństwo powodzenia lub niepowodzenia danej akcji jest dużo bardziej przewidywalne.
Oczywiście nawet najlepszy plan może zakończyć się niepowodzeniem, jeśli milczymy całą grę zamiast negocjować z sąsiadami. Jeśli napadnie nas dwóch sąsiadów, a nie mamy argumentów by ktoś zechciał nam pomóc, marnie się to może skończyć. Dlatego dobry dobór prowincji startowych musi być podparty dobrym planem, dobrymi negocjacjami i gotowością na zmiany... Zmiany planów oczywiście. Czasami wydarzenie, czasami wieża, a najczęście zmiany w relacji między graczami wymuszają zmianę strategii. Uparte trzymanie się jednego celu, nawet jeśli jest on już mało sensowny, nie doprowadzi nas donikąd. Widzimy więc, że wcale nie jest prosto wygrać, jest dużo niewiadomych, które mogą nas pogrążyć, pod warunkiem że nie będziemy prawidłowo reagować na niespodziewane wydarzenia. Na pewno bardzo pomaga poznanie stylów gry innych graczy oraz niuansów występujących w grze. W zasadzie pokusiłbym się o stwierdzenie, że jest to gra decyzyjna. Jeśli potrafisz znaleźć alternatywne wyjście z sytuacji na pewno nie zginiesz w natłoku zmian. Teoria teorią, nic jednak nie zastąpi doświadczenia zdobytego podczas gry, zapraszam więc do stołu na kolejne gry w Shoguna, już wkrótce...
Pozdrawiam
Morgon
Recenzja gry Shogun na stronie www.planszówki.gildia.pl



Menu strony
Seitenmenü





















