Trötofant (recenzja)

13.07.2007

Nadejszla wiekopomna kwila! Właśnie dziś zdecydowałem sobie, że opiszę kolejną grę z gatunku Fragames. Grę, która jest niejako ukoronowaniem dorobku szalonych gier, których autorem jest znany (przynajmniej czytelnikom Krainy Gier) Roberto Fraga. Człowiek, w którego głowie rodzą się szalone pomysły, które niezwykle trudno przenieść jest do masowej sprzedaży. Oto ona – Trötofant. Gra o 2-4 słoniach zbierających gałązki z drzewa!

No nie, teraz już przegiąłeś. Były jajka, jakieś strzelanie do dinozaurów, ale o słonikach?

Bądź grzeczny – wsuń rączki w te długie rękawy. Zaraz przyjadą panowie i zabiorą Cię do przyjemnego miejsca, gdzie w pokoju bez klamek i ostrych kantów nie zrobisz sobie krzywdy…

Zanim przyjedzie pojazd uprzywilejowany z charakterystycznymi dźwiękami i światłami postaram się Wam opowiedzieć o słonikach.

A więc…

Jest sobie ogromne (35cmx35cmx10cm) żółciutkie (niestety trochę twardsze iż kaczuszka) pudełko. W jego trzewiach znajdują się:
  • trzon drzewa
  • element do zamontowania konarów,
  • 6 konarów
  • masa gałęzi
  • 4 plansze graczy
  • 8 gwizdków- jęzorków
  • 4 zapasowe ustniki do gwizdków
  • instrukcja
Gałązki i plansze graczy są wykonane z grubej tektury. Gwizdki jęzorki są klasyczne, takie jak można kupić w każdym papierniczym. Trzon drzewa to metalowy walec z plastikową górą oraz spodem. Z walca wystaje sznureczek.

Plansza gracza

Natomiast warto więcej powiedzieć o konarach i elemencie montującym je. Są one złożone z 3 warstw: karton, pianka, karton. Dzięki temu mają one grubość ok. 3-4 mm, więc dużo. Do tego pianka jest elastyczna, więc konary doskonale się trzymają i nie latają w trakcie rozgrywki.
Wszystkie elementy są wykonane porządnie i trwale. Dzieki temu można spodziewać się, że przez kilka lat możemy spokojnie bawić się we słonie ;)

Wygląda to jak jakieś przestrzenne puzzle. To się wsunie tutaj, zespawa tutaj, przykręci, pozbija gwoździami i voila!

Składamy drzewko: do elementu mocującego wsuwamy 6 konarów. Następnie element mocujący nakładamy na trzon drzewa. Tak przygotowaną „roślinkę” stawiamy na środku stołu. Na konarach układami gałązki. Gałązki są różnej długości, więc umieszczamy je w różnych częściach korony. Zauważcie, że na niektórych gałązkach są myszki – układamy je tak, aby były one zwrócone do środka drzewka. Każdy z grających otrzymuje jedną swoją plansze oraz gwizdek-jęzorek.

Drzewko od góry

Uwaga, zaczynamy!

Uruchamiamy drzewko – naciągamy sznurek. Czynność ta wprowadza koronę drzewa w ruch obrotowy. Teraz szybko drogie słoniki! Przy pomocy swoich trąb (gwizdków-jęzorków) musicie zbierać z drzewa gałęzie i umieszczać je na swoich planszach. Ale uwaga na myszki! W końcu jesteście rasowymi słoniami, a nie słoniami z niższych sfer. Musicie więc pamiętać, że rasowy słoń boi się myszy. Co zrobić jak złapiecie gałązkę z myszką? Możecie w strachu wyrzucić ją obok swojej planszy. Jednak jeżeli przez chwilę zachowacie zimną krew i podrzucicie ją przeciwnikowi, to na końcu rozgrywki dostanie on punkt ujemny.

No i tak zbieracie i zbieracie, dopóki drzewko nie zostanie ogołocone (w takim wypadku sugeruje szybko policzyć punkty i zwiewać, zanim przyjdzie strażnik zieleni) lub korona drzewa nie zatrzyma się.

Na końcu podliczacie punkty – za każdą gałązkę bez myszki, która przynajmniej minimalną częścią dotyka waszej planszy dostajecie punkt. Za każdą gałązkę z myszą tracicie jeden punkt.

Po skończonej partii wszystkie słonie trąbią na cześć zwycięzcy (turuuuuu!).

Sceny z życia słoni

Jak możecie się domyślać, zabawa jest przednia. Cztery osoby schylające się nad drzewkiem i zbierające gałązki przy pomocy gwizdków, które normalnie są wykorzystywane na urodzinach. Z oku wygląda to przezabawnie. Podejrzewam, że jakby nakręcić z boku partię tego i puścić ją osobom, nie znającym gry to stwierdzą one, że to fragment dokumentu „Zycie w miejskiej dżungli – wsteczna ewolucja”.


Trąbki w formie zwiniętej

Mnie i moim znajomym zabawa w słoniki sprawia masę radości. Partia jest pełna śmiechu, czasami śmiechu do łez. Gramy po kilka razy pod rząd ciesząc się jak dzieci.

Jednak są i tacy, którzy wolą tylko popatrzeć. Uważają, że gierka jest zbyt głupia, żeby tracić na nią te 3 minuty (bo tyle trwa przeciętna partia). Dlatego też warto mieć na uwadze, że nie wszystkim osobom podejdzie taki typ rozrywki.

Tak naprawdę trudno w suchym tekście opisać wrażenia z rozgrywki. Bardziej adekwatny byłby tutaj film wideo, ale niestety nie dorobiłem się jeszcze kamery, a filmiki kręcone aparatem mają tragiczną jakość.

Należy wspomnieć o jednej ważnej rzeczy – otóż od razu po zakupie gry sugeruję zaopatrzyć się w hurtowni papierniczej w co najmniej 20 gwizdków-jęzorków. Po pierwsze jest to istotne ze względów higienicznych (każdy gracz ma swój indywidualny gwizdek), a po drugie – papierowe gwizdki (a raczej ich jęzorki) szybko się niszczą. Powodem tego jest para wodna znajdująca się w wydychanym powietrzu. Powoduje ona, że papier wilgotnieje i po pewnym czasie pęka. Taki gwizdek nadaje się raczej do wymiany, ponieważ nie ma za bardzo sensu go naprawiać.

Słoń na zbiorach

Gra dostaje podwójną ogólną ocenę 5/5 oraz 2/5. Ta pierwsza jest przeznaczona dla osób, które mają do siebie ogromny dystans, potrafią dobrze się bawić i wygłupiać. Ocena 2/5 jest dla tych drugich ;)

A teraz wybaczcie, ale przyjechali panowie i mają dla mnie przygotowany garnitur z baaardzo długimi rękawami ;)

Tytuł: Trötofant
Autor: Roberto Fraga
Liczba graczy: 2-4
Czas rozgrywki: 3 min
Wiek graczy: od 5 lat
Wydawca: Haba

Ocena ogólna: 5/5 oraz 2/5
Wykonanie: 5/5
Złożoność: 1/5

Linki:
Autorem powyższej recenzji jest: uiek. Tekst został pierwotnie opublikowany w niefunkcjonującym już serwisie Kraina Gier i - po uzgodnieniach z redakcją tamtego portalu - przeniesiony na łamy Spiellust.net.

0 Dodaj komentarz / Kommentar schreiben:

Prześlij komentarz

Related Posts with Thumbnails