O Osadnikach z Catanu nawet największy laik w temacie planszówek co najmniej gdzieś coś słyszał. Niektórzy nawet kojarzą pudełko. Co bardziej oczytani widzieli gdzieś w księgarni okładkę książki o takim tytule.
Z kolei większość aktywnie grających w Osadników grała. Niektórzy należą do jej fanów. Nie mówię o sobie, już pierwsza rozgrywka dość wyraźnie dała mi odczuć na własnej skórze główną wadę tej pozycji - uprzywilejowanie niektórych pól względem innych spowodowane użyciem dwóch kostek. Dodam, że kolega, który tłumaczył zasady, zapomniał wspomnieć że 6 i 8 wypada częściej i warto obstawiać osadami te pola. Przyszło mi więc dopiero w trakcie gry na myśl, że - statystycznie rzecz biorąc - ... mam przerąbane.
A jednak wygrałem. Prawie nieomal - bo, jak się zorientowałem dwie planszówki później, niechcący oszukałem. Postawiłem miasto na czystym skrzyżowaniu, zamiast rozbudować osadę. Pozostali dwaj gracze jakoś nie zauważyli, gmerali coś właśnie w kartach surowców. I dobrze. Pierwsza w moim życiu partia w Osadników była dla mnie raczej frustrująca. A to podobno gra rodzinna i nie powinna taka być. Może to przez te drogi, których budowanie przypomina raczej walenie współgraczy po mordce niż towarzyską rozgrywkę. Coś jednak w tej grze tkwi drapieżnego. Jakaś głęboko skryta archetypiczna agresja. Nie bez powodu książka na motywach gry odwołuje się do mrocznych instynktów człowieka.
W każdym razie to było z 3 dni temu. Zdążyłem ochłonąć. W międzyczasie zagrałem w inną grę Klausa Teubera Anno 1503, gdzie agresji nie ma wcale, choć interakcji ze współgraczami również nie. W sumie to w pewnym sensie taki wyścig, kto pierwszy osiągnie cel. Ale ba, wyścig zrobiony z klasą.
Anno 1503 mam własne. Osadników nie - i na razie nie chcę. Jeszcze mnie gra nie przekonała. Choć dam jej szansę.
Tym bardziej, że znalazłem na stronie Klausa Teubera coś niesamowicie ciekawego. Osadników w wersji print & play. Autor nazwał toto : Paper & Pencil Catan. Wystarczy wydrukować plansze i karty surowców. Plansze przygotowano w dwóch wersjach: z rozmieszczonymi już 2 pierwszymi osadami graczy lub zupełnie dziewicze plansze. Karty surowców, które w tej wersji gry mają zresztą kształt żetonów, należy wydrukować najlepiej na jakimś grubszym papierze i porozcinać. Do tego wycinamy i składamy pionek złodzieja. Potrzebne są nam jeszcze extra: 2 kostki i kredki albo mazaki w kolorze różnym dla każdego z graczy.
Wersja print & play Osadników nie zawiera kart rozwoju, nie dostajemy bonusów za najdłuższą drogę i największą armię. Pomyślana została ona bowiem jako wersja demo i dodawano ją kiedyś nawet jako dodatek do Catan Pizza w niemieckiej sieci HalloPizza.
Poza tymi zubożeniami, gramy jak w wersję pełną Osadników, ale zamiast stawiać drogi, osady i miasta rysujemy kolorowymi pisadłami odpowiednie symbole na wydrukowanej planszy. Punkty zwycięstwa odhaczamy w odpowiedniej tabelce. Wszystko.
Kogoś zainteresowałem tą ciekawostką? To proszę linki do plików z grą (uwaga, to po niemiecku, ale najważniejsze już wytłumaczyłem):
.:: Plansze z początkowym rozstawieniem osad i elementy niezbędne do gry plus instrukcja (po niemiecku)
.:: Cztery dodatkowe plansze do gry
.:: Czyste plansze do gry (sami decydujecie gdzie postawicie budynki na początku gry)
Osadnicy z Catanu - papier i ołówek??? Za darmo!!!
27.07.2007
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)



Menu strony
Seitenmenü


24 Dodaj komentarz / Kommentar schreiben:
Autor bloga http://catan.eblog.pl/
też wspomina o tej wersji. Ogólnie nie jestem miłośnikiem tej gry, ale powyższy blog jest bardzo dobry... dla tych którzy kochają Osadników.
Adam, na catan.eblog.pl nie znalazłem postu o demo wersji Teubera o której pisałem w poście (może mi umknęło), ale w istocie można tam znaleźć kilka plansz do wydrukowania i mnóstwo wariantów
oczywiście to... dla tych którzy kochają Osadników.
Pisanie, że zróżnicowanie opłacalności pól na planszy wynikające z użycia dwóch kostek jest główną wadą Osadników lekko mnie zbulwersowało. Uważasz, że gdyby wszystkie pola wypadały tak samo często i gdyby było dokładnie wszystko jedno gdzie postawimy pierwsze osady, to gra by była ciekawsza? Jeśli tak - wypróbuj Monopol, zapewne Cię zachwyci. Cała istota Osadników to walka o bardziej opłacalne miejsca na planszy.
Osadnicy rzeczywiście mają sporo... asertywnej interakcji. Ale czy to będzie agresja i pranie po mordce - to już zależy wyłącznie od graczy, a nie od gry. Wielką zaletą Osadników jest zdolność do dopasowania się do towarzystwa - w przyjaznym gronie rodzinnym będzie jak gra rodzinna, w towarzystwie agresywnie nastawionych kumpli będzie jak pole bitwy.
zbulwersowało? wspaniale, gorzej jakby wszyscy się ze mną zgadzali... mogło by się okazać, że Osadnicy to przereklamowany bubel. A przecież nie jest.
Dla mnie jednak mechanika gry tak mocno oparta na większym prawdopodobieństwie typowania kostkami pewnych pól przed innymi nie jest czymś szczególnie zachwycającym, podobnie jak patent rozstrzygnięć dyplomacyjnych przy niektórych grach territory control - w pewnym momencie gry już po prostu wiadomo kto jest liderem, a dla reszta grających staje się wypełniaczem rozgrywki. Dla mnie statystyki kości - do których zresztą sam autor się jawnie przyznaje - to mankament tej pozycji.
Co do rodzinności gry. Nie grałem w Osadników z dzieciakami, nawet nie z siostrą (ta by to zniosła - jest dorosła), ale jakoś sobie nie wyobrażam sytuacji, gdy tata np. mówi do córeczki: No, Kasiu, wiesz ale ja chyba ci tu postawię drogę, więc sobie poukładasz swoje znaczniki gdzie indziej, bo tu już i tak nic nie zrobisz. Tylko nie płacz Kasiu...
Już bym raczej wybrał inną grę rodzinną. Ktoś z pomysłem na rodzinność Osadników na mój gust przesadził. Inna rzecz, że gry zaklasyfikowane jako rodzinne znacznie lepiej się sprzedają. Więc może tu tkwi haczyk.
Oczywiście tatuś nie zbuduje tej drogi Kasi, jeśli nie będzie chciał jej złościć. Albo zbuduje, jeśli będzie chciał jej pokazać, że czasem w życiu nie wszystko układa się idealnie. To zależy od tatusia. Tatuś grający "na full" przeciwko własnemu dziecku w ogóle nie powinen siadać z nim do gry, chyba że do chińczyka albo bierek. Ciekawe jaką grę rodzinną byś wybrał w takim razie, co? Która gra rodzinna spowoduje, że Kasia będzie walczyła z tatusiem na równych prawach i to tatuś pójdzie pochlipywać do kąta?
ot, Jacku, choćby Super Farmera (pierwotnie Hodowla zwierzątek) bym wziął, też dwie kości, losowa jak diabli - czytaj jak Osadnicy - też statystyki można złożyć - wiadomo króliki rządzą - ale Kasia ma takie same szanse jak tata - a i tata jakby co ma szanse niepostrzeżenie ułatwić grę Kasi - Kasia nawet nie zauważy, że się tato podłożył
a przy tym gra też wymaga nieco myślenia - Kasia poćwiczy przeliczanie zwierzątek, podejmie raz i drugi ważne farmerskie decyzje
i nie musimy grać z Kasią ani w Monopol, ani w chinczyka czy w bierki
Hehe, no nieźle pojechałeś teraz. SuperFarmer jako ideał gry rodzinnej w przeciwieństwie do takich gniotów jak Osadnicy z Catanu, Ticket to Ride, Thurn und Taxis, Zooloretto, Carcassonne czy Niagara. Extra.
O Ticket to Ride, Thurn und Taxis, Zooloretto, Carcassonne czy Niagarze nie wspominałem w ogóle, więc nie wkładaj mi w usta opinii, których nie wyraziłem.
O Osadnikach też nigdzie nie pisałem, że gniot. Wręcz przeciwnie, vide: "mogło by się okazać, że Osadnicy to przereklamowany bubel. A przecież nie jest."
Inna rzecz, że po prostu może, zapatrzony w blichtr eurogier, nie doceniasz gry naszego polskiego matematyka.
Wielu rodziców kupi Super farmera prędzej niż wymienione przez ciebie tytuły, bo jest po prostu tańszy. A do tego wspaniały do zabawy.
Ty mi również nie wkładaj nic w usta. Nie napisałem, że Ty napisałeś o wymienionych grach. Jednak: skrytykowałeś Osadników jako grę rodzinną, bo gracze mogą robić sobie krzywdę (jeśli chcą). We wszystkich grach, które wymieniłem gracze również mogą sobie robić krzywdę, często nawet większą niż Osadnikach. A mimo to są to klasyki gier rodzinnych. W zamian wymieniłeś SuperFarmera, w którym "trzeba pomyśleć, ale Kasia może rywalizować z tatusiem na równych zasadach". O ile zakładamy, że jeśli chodzi o wybór optymalnego ruchu w grze, to tatuś myśli dużo szybciej i sprawniej niż Kasia - Twoja opinia jest wewnętrznie sprzeczna. Albo trzeba pomyśleć i od tego myślenia zależy wynik, albo Kasia ma równe szanse z tatusiem.
A więc gdy spytałem o idealną grę rodzinną, nie wymieniłeś żadnego klasyka, tylko SuperFarmera, a teraz na popracie tej gry dodajesz "blichtr eurogier" i argument patriotyczny, który nie ma tu nic do rzeczy. A więc uważasz, że SuperFarmer jest lepszą grą rodzinną niż tamte.
Przeczytaj może jeszcze raz swoje marudzenia na temat Osadników. Jak wół wynika z tego, Osadnicy to gniot w kategorii gier rodzinnych. I to dlaczego? Dlatego, że się sfrajerowałeś w pierwszej rozgrywce i dałeś się zablokować przeciwnikowi. Czego oczekiwałeś? Że przeciwnicy będą siedzieć i patrzeć jak budujesz swoje drogi i wysyłać w Twoim kierunku uprzejme uśmechy i wyrazy podziwu? Bo w końcu gracie w grę rodzinną więc tak nie wolno?
Jacku, przejaskrawiasz moje wypowiedzi w sposób zupełnie nieprzystający do ich treści i niepotrzebnie się zacietrzewiasz. Poza tym do marudzenia w moim poście jeszcze daleko. Nie było argumentu patriotycznego )jesteś uczulony na wyraz "polski"?), a tylko implicite aluzja typu "cudze chwalicie swego nie znacie", poza tym chronologicznie to Super farmer jest klasykiem, a nie tytuły popularnych obecnie eurogier.
Jeśli masz do mnie pretensje, że zamiast Osadników nie wymieniłem Carsassonne albo Niagary etc. jako alternatywy, to... ty masz pretensje. I do tego nieładnie implikujesz, że moim poglądem jest, że to gnioty. Nie jest to moim poglądem. I dlatego tez o nich nawet nie wspominałem. O Osadnikach też nie pisałem, że gniot, tylko że mnie nie zachwycili. Mam prawo do subiektywnej oceny na moim subiektywnym blogu. Ty sobie w ŚGP albo na Games Fanatic pisz co chcesz. Zresztą spójrz na temat postu: gdybym miał zerowe mniemanie o Osadnikach to nie polecałbym gry w wersji do druku, bo i po co.
Bez obrazy: Myślę, ze myślisz, ale jednak twój sposób myślenia w reakcji na mój post i w niniejszej dyskusji czasami się ślizga na boki. A już twoja interpretacja mojej pierwszej rozgrywki była co najmniej nieuprzejma. Byłeś? Widziałeś?
Pewnie, że masz większe doświadczenie w sprawach gier planszowych. Tak nam przynajmniej dajesz do zrozumienia w swoich artykułach w ŚGP. Ale twoje zdanie nie jest jedynym miarodajnym zdaniem.
Podobnie jak moje nie musi być jedynym słusznym.
Niektórzy docenią twoją apologię Osadników. I świetnie. Inni skłonią się raczej ku ocenie zbieżnej z moją. I też dobrze.
Mam nadzieję jeszcze nie raz cię zbulwersować niepospolitym poglądem na jakąś z twoich może ulubionych gier.
Po pierwsze, nie mam żadnych pretensji. Stwierdziłem jedynie fakt. Zapytany o grę rodzinną lepszą od Osadników, wymieniłeś właśnie Super Farmera. Nie wymieniłeś żadnej z roztaczających blichtr współczesnych eurogier.
Po drugie - faktycznie nie napisałeś, że Osadnicy to gniot. Ja nic też takiego nie sugerowałem. Napisałeś (nie dosłownie - przyznaję), że Ostadnicy to gniot w kategorii gier rodzinnych.
Masz oczywiście prawo pisać na swoim subiektywnym blogu dowolne subiektywne... opinie. Oczywiście niezwłocznie posłucham Twojej sugestii i wynoszę się na ŚGP, więcej nie zawracając Ci głowy. Ciekawe w którym miejscu napisałem, że moje zdanie jest jedyne słuszne i miarodajne.
Co do bulwersowania - bulwersuj, jak najbardziej. Ale - sorry - nie rób tego pisząc, że główną wadą Osadników jest nierówne prawdopodobieństwo wypadania poszczególnych pól na planszy...
Pretensje... Tak to wyglądało, jakbyś oczekiwał właśnie, że w ucieczce od Osadników "pobiegnę" po jakąś eurogrę.
Akurat nie jestem szczególnym fanem eurogier, choć faktycznie miłe dla oka i cacy. Super farmer zupełnie zaspokaja potrzebę rozrywki. Na pierwszy ogień. A potem to można sięgać po Carcassonne i inne. O ile rodzice zdecydują się na zakup droższego tytułu. A tutaj gdzie mieszkam, uwierz mi niewielu takich. Dlatego i Super farmer - ładnie wydany, grywalny, przyjemny i niedrogi, bo prawie z 4 razy tańszy od Osadników.
Niegdzie nie napisałeś, że twój pogląd jest jedynie słuszny, to prawda. Trochę cię podszedłem, wykorzystując ton twoich wypowiedzi. Nie wyobrażam sobie, żebyś nie zareagował na zarzut przemądrzalstwa ;-).
Ale co do gniota i tak jednak byłbym ostrożny, napisałem: "Pierwsza w moim życiu partia w Osadników była dla mnie raczej frustrująca. A to podobno gra rodzinna i nie powinna taka być. Może to przez te drogi, których budowanie przypomina raczej walenie współgraczy po mordce niż towarzyską rozgrywkę. Coś jednak w tej grze tkwi drapieżnego. Jakaś głęboko skryta archetypiczna agresja."
Nie użyłem słowa gniot ani podobnego znaczeniowo - po pierwszej rozgrywce byłbym lekko niesprawiedliwy wobec ciężkiej pracy autora. Zresztą zaznaczyłem też, że kolega nie wytłumaczył wszystkiego. O statystykach rzutu kośćmi przeczytałem dopiero wczoraj na stronie Teubera. W instrukcji też o tym wspomniano. Jeszcze jeden dowód na wyższość samodzielnego przeglądania instrukcji, a nie zdawania się na innych. Frustracja więc jest zrozumiała. Bo przy tej wiedzy początkowe rozstawienie osad w znacznym stopniu determinuje rozgrywkę.
Co do nierównego prawdopodobieństwa wypadania poszczególnych pól na planszy to potrafię zrozumiec, że odpierasz zarzut. To może być całkiem przydatne w rozgrywkach turniejowych. Daje duże możliwości taktyczne.
Dla mnie w zderzeniu z obrazem gry jaki urobiono wokół niej to zarzut. (Zobacz choćby na Rebelu - wśród familijnych na pierwszym miejscu listy. Gdyby była w ekonomicznych albo w strategicznych też by się tak dobrze sprzedawała?) I dla wielu innych "niesprawiedliwość planszy" to też rzecz co najmniej irytująca. Gdyby było inaczej, nie wymyślano by wariantów balansujacych rozgrywkę, jak np. te na catan.eblog.pl
Co do ŚGP to ja liczę, że w najbliższym numerze przeczytam coś ciekawego twojego pióra. A niepokoić mnie na tym blogu możesz ile chcesz;-). To takie odświeżające czasem sobie podyskutować.
Ja mam zresztą nadzieję, że tu często zaglądasz. Bo w końcu bloga nie pisze się tylko dla siebie.
Marcinie, a czego się spodziewasz po 5-minutowym tłumaczeniu? Nikt Ci nigdy nie będzie czytał całej instrukcji. Zresztą nie ma nawet takiej potrzeby. Naprawdę wystarczy rozegrać jedną partię by się przekonać jakimi prawami rządzi się gra. Ty jednak czasami nie dajesz grze nawet jednej partii... Twój problem polega na tym, że Ty siadasz do gry ZAWSZE by wygrać, a więc nic dziwnego że zarówno Osadnicy jak i Antike Cię sfrustrowało, skoro gier nie znałeś, w zasadach poruszałeś się jeszcze po omacku i generalnie Twoje posunięcia (jak w przypadku każdego kto gra pierwszy raz) nie wyglądały zbyt szczęśliwie. Nie widziałem jeszcze jednak drugiej takiej osoby jak Ty, która ZAMIAST się bawić tak by się denerwowała podczas gry. To trochę niezdrowe nie uważasz? Ja przegrałem swoją pierwszą grę w Haziende z kretesem ale nie płakałem jakoś z tego powodu bo też grałem po omacku. Może czas na przemyślenia w kwestii zachowania przy stole?
Tak w ogóle, to ten wątek o niewytłumaczonym rozkładzie wyniku rzutu dwoma kostkami jest dla mnie troszkę śmieszny, a troszkę straszny. Ja rozumiem, że dzieciom trzeba to wyjaśnić dokładnie, ale ludziom po maturze już takich rzeczy sie nie mówi, żeby ich nie obrażać oczywistościami. Czyżby to rezultat nieobowiązkowej matematyki na maturze?
"Wypróbuj Monopol, zapewne Cię zachwyci", "Przeczytaj może jeszcze raz swoje marudzenia na temat Osadników", "Dlatego, że się sfrajerowałeś", "Czyżby to rezultat nieobowiązkowej matematyki na maturze"...
Moim zdaniem to, że szkoła nie uczy prowadzenia sporów bez ataków ad personam jest większym problemem, niż nieobowiązkowa matematyka na maturze.
Papryk: nie rozumiem związku między cytatami a aluzją. Zdanie o monopolu jest prostym wnioskiem z postulatu żeby każde pole w osadnikach było tak samo prawdopodobne. Właśnie tak jest w Monopolu i stąd moja sugestia. Nie wiem w jaki sposób to miałby w ogóle być atak. Jeśli komuś podobałoby się żeby w Osadnikach było wszystko jedno gdzie się stanie, to Monopol jest właśnie taki.
Zdanie o marudzeniu nie jest niczym innym, jak nazwaniem rzeczy po imieniu. Przeczytaj na spokojnie relację z pierwszej rozgrywki - dojdziesz do takiego samego wniosku. Grałem w Osadników i przegrałem, bo źle się rozstawiłem na początku, a potem już tak się strasznie frustrowałem, a przecież nie powinno tak być. Marudzenie - nic innego.
"Sfrajerowałeś" - tu być może zbyt dalekie wyciągnąłem wnioski. Pomimo napisał, że budowanie dróg w Osadnikach jest jak walenie po mordce. Ja wywnioskowałem, że to jego zablokowali i w dodatku, że się tego nie spodziewał. Czyli sfrajerował się i dał zaskoczyć. To nie jest atak na pomimo, tylko na sposób w jaki prowadził rozgrywkę. A więc nie jest to atak ad personam.
A co do matematyki na maturze - przyznaję, to nie było delikatne ach, och. To było mocno powiedziane. Ale i tak długo wytrzymałem. Przecież jeśli ktoś interesuje się grami, prowadzi nawet blog na ten temat, to nie powinno być dla niego zaskoczeniem, że jeśli się rzuci dwoma kośćmi i zsumuje oczka, to nie każda liczba będzie wypadała równie często - kto tego nie rozumie, też pewnie nie zdawał matematyki na maturze. Tak swoją drogą, to żadna obelga, są zapewne tacy, dla których to powód do dumy.
W gruncie rzeczy niepotrzebnie się czepiam - jedni mogą nie rozumieć rachunku prawdopodobieństwa, a inni tego, jak ich wypowiedzi moga być odebrane przez czytelników. Wolny kraj.
Myślę, Papryk, że dobrze, że się odezwałeś.
Gdyby sprawa z kośćmi była dla każdego taka oczywista, nie wstawiali by odpowiedniego wyjaśnienia do instrukcji. No chyba, że autor gry stwierdził, że wszyscy jego klienci to niedouczone ćwioki. A może po prostu był łaskaw uprzejmie wziąć wzgląd na to, że nie wszyscy muszą mieć w jednym palcu teorię gier, rachunek prawdopodobieństwa, a może po prostu raczyć zwrócić już w pierwszej rozgrywce uwagę na tak istotne sprawy jak sprawa kostek.
Oczywiście ja_n siadając do rozgrywki czerpie olbrzymią przyjemność z natychmiastowego prześwietlania mechaniki gry i do tego potrafi się cieszyć grą. W końcu to ekspert. Wyrażamy respect. Jak najbardziej.
Morgon, nie nie spodziewałem się, że będziesz mi czytał instrukcję, ale jakoś tak dziwnie wychodzi, że tłumacząc zasady zapominasz o tych czasem kluczowych elementach. Przy Osadnikach to pół biedy, mógłbyś w sumie powiedzieć, ze się czepiam, ale przy Antice jednak się pokazało, że nie do końca.
Okazywało sie nagle, ze tu jakaś wyskakuje zasada, tam jakaś, gdy ja albo Marek akurat mieliśmy zaplanowany dobry ruch. A wam to na rękę - my przez taką niewiedzę odsłanialiśmy niechcący nasze zamiary - wy to jak najbardziej wykorzystywaliście.
Dobrze, można tłumaczyć, że to pierwsza nasza rozgrywka, ruchy nieporadne itd. Gorzej jak grający po raz pierwszy zaczynają czuć, ze są wypełniaczami partii.
Przegrałem więcej gier niż myślisz. Większość w zasadzie partii, jakby policzyć wśród tych wszystkich gier, w które grałem. Nie osiwiałem z tego powodu. Bardziej denerwują mnie sprawy interpersonalne przy stole. I nie pisz mi, że siadam do stołu, żeby wygrać. Oczywiście, że tak. I nie wierzę, że ty nie. Szczególnie patrząc na charakter zabawy w klubie. Taki mix z tajonych animozji i dobrze skrywanych ambicji.
Papryk, Pomimo: A może tak jakiś argumencik zamiast tekstów ad personam? Ta dyskusja staje się jałowa. Wrócę może do moich zarzutów:
- pomimo napisał, że Osadnicy byliby lepszą grą, gdyby wszystkie pola na planszy wypadały tak samo często. Nie zgadzam się z tym wnioskiem
- Wg artykułu Osadnicy nie są dobrą grą rodzinną, bo gracze mogą się nawzajem blokować i to świadczy o ukrytej w grze agresji. Nie zgadzam się z tym wnioskiem, uważam, że każda dobra gra (również rodzinna) musi mieć interakcję. To, czy ta interakcja spowoduje agresję, czy nie - zależy od graczy a nie od gry.
- Pomimo nie zdawał sobie sprawy na początku pierwszej rozgrywki, że niektóre pola w Osadnikach są lepsze od innych. Uważam, że to jest oczywiste i nie ma obowiązku tłumaczyć tego szczegółowo przy objaśnianiu zasad Osadników. Jeśli nawet gracz nie zdaje sobie z tego sprawy, to po pierwszej grze już będzie o tym świetnie wiedział na całe życie. Krytykowanie gry z tego powodu jest bezpodstawne.
P.S. Osadnicy nie są moją ulubioną grą, choć zagram w nią bez wstrętu. Gdy ja tłumaczę zasady Osadników nowemu graczowi, też nie wspominam o statystyce rzutu kością, ale zawsze podkreślam, że rozstawienie początkowych budynków jest bardzo ważne dla dalszej gry. Gdy widzę, że nowy gracz pakuje się w kiepskie miejsca, wtedy wyjaśniam, że są na planszy lepsze i gorsze pola do budowy osad.
No i nie można tak było od razu? O formę mi chodzi przecież, a nie o merytorykę. To z Pomimo dyskutujesz o rozumieniu zasad Osadników, a mi się nie spodobała forma Twoich argumentów. Ale dostrzegam postęp - można jednak rzeczowo, bez złośliwości i nadinterpretacji. I to mnie cieszy.
Widze Marcinie, że nadal nie rozumiesz, iż zawsze się coś pominie przy grze, której zasady nie mieszczą się na jednej stronie instrukcji. Ja grając w Haziende przez dużą część gry pytałem się o coś Marka, bo miałem wątpliwości, albo Marek nagle zagrywał coś a ja dopiero odkrywałem do czego można to wykorzystać. I jakoś nie skarżyłem się, że nie powiedział na początku że Pamp jest bardzo mało i w zasadzie nie należy liczyć na to, że się za ich pomocą dojdzie do nowej Haziendy. Ja błędnie wnioskując położyłem grę w zasadzie na samym początku, ale jakoś zagrałem do końca mimo, że wiedziałem że już nic nie ugram, chodziło bowiem o poznanie zasad, obycie się z grą. Na upartego można powiedzieć przyjmując Twoją dziwną filozofię myślenia, że byłem wypełniaczem od samego początku bo Marek grał sam ze sobą próbując pobić własny rekord zdobytych punktów;)
Wracając do Antike, Marek grał do końca i jakoś nie był "wypełniaczem". Jasne było to, że jest bardzo mało prawdopodobne aby którykolwiek z Was wygrał z racji tego, że poznawaliście dopiero grę, natomiast gadanie o jakiś "wypełniaczach" to lekkie przegięcie, delikatnie mówiąc zresztą. Marek miał pozytywne wrażenia z rozgrywki, za to Ty masz problemy za każdym razem jak się okazuje, że nie możesz czegoś zrobić tak jak sobie zaplanowałeś. Nie wiem jak mam Ci to wytłumaczyć, że pierwsza gra zawsze jest po to, żeby poznać zasady, a to, że czujesz się jak jakiś wypełniacz to już nie moja wina - ze swojej strony nie wiem o czym mówisz - każdy chce wygrać, ale nikt przy tym nie zachowuje się tak jak Ty. Ukryte animozje? Prosze... Może mi jeszcze naszkicujesz portret psychologiczny grupy? ;)
Nieznajomość prawdopodobieństw uzyskania wyników rzutu dwoma koścmi to raczej powód do wstydu niż złości. Też nie lubię być tłem do rozgrywki i dlatego często marudzę podczas pierwszych partii. Zresztą, co Ty pomimo wiesz o marudzeniu... ;-)
no właśnie się dziwię, że mi się to zarzuca, o marudzeniu wiem istotnie niewiele, nie dane mi było uczyć się od najlepszych, draco ;-)
ale odrobinką nietypowo krytycznego spojrzenia na niektóre rzeczy chyba mogę się pochwalić
w liceO miałem niesamowitą nauczycielkę matematyki, toczyliśmy wraże subpubliczne wojny, choć potajemnie pałaliśmy do siebie namietną sympatią (ona pewnie też była bardziej humanistką niż matematykiem, hehe)
ale sprawę z kośćmi już sobie obcykałem, wczoraj graliśmy po raz pierwszy w Blef i wygrałem wszystkie 2 partie. Wygrałbym i trzecią pewnie, tylko goście musieli już iść dada.
Wbrew temu, co napisał ja_n, w grze Monopoly też są różne prawdopodobieństwa wejścia na poszczególne pola. Można o tym przeczytać na stronie http://www.tkcs-collins.com/truman/monopoly/monopoly.shtml#Long_term
Prześlij komentarz