Antike, czyli gra niekoniecznie wojenna.

29.07.2007

W ostatni wtorek zasiedliśmy ponownie do Antike. Tym razem, oprócz starych bywalców klubu, pojawili się również Marcin i Marek. To było ich pierwsze spotkanie z tym tytułem.

Chociaż gra ma dosyć proste zasady, to jednak zrozumienie pewnych mechanizmów rządzących rozgrywką wymaga zagrania chociaż jednej pełnej partii. Osoby które chcą zbyt szybko zabłysnąć mogą się szybko sparzyć i chociaż do tej pory nie było takiego przypadku, to w końcu zawsze musi być ten pierwszy raz...

Szybkim Billem okazał się Marcin, który mylnie uznał grę za wojenną i stwierdził, że dobrze będzie szybko uszczuplić ziemie sąsiada. Nie poznawszy jednak jeszcze dobrze zasad nie był w stanie wykonać tego co zaplanował i w rezultacie nie dał grze szansy rezygnując w trakcie rozgrywki. No ale może od początku.

Antike jest grą o rozwoju starożytnych cywilizacji. Gra jest przeznaczona dla 2 do 6 osób (przy czym osobiście preferuję 4 i więcej). Mamy do wyboru dwie plansze do gry. Jedna przedstawia obszar Europy, druga Azji Mniejszej. Trzeba przyznać, że na obu gra się zupełnie inaczej - co jest niewątpliwie zaletą. Celem gry jest stworzenie najwspanialszej cywilizacji, którą zapamięta historia - krótko mówiąc trzeba zdobyć odpowiednio dużo punktów zwycięstwa. Poprzez spełnianie różnych warunków pozyskujemy w grze antyczne osobistości, które przekładają się na punkty zwycięstwa. Kto osiągnie ich odpowiednią ilość ten wygrywa. Sposobów na zdobycie osobistości jest 5: posiadanie odpowiedniej ilości miast, świątyń, odkrycie nowego wynalazku, kontrolowanie odpowiedniej ilości akwenów wodnych, zniszczenie wrogiej świątyni. Jest także dodatkowy punkt za posiadanie wszystkich odkryć.

Widzimy więc, że sposoby zdobywania punktów promują zbalansowany rozwój i większość z nich można osiągnąć bez działań wojennych. Do wojny jednak z czasem dochodzi. Gdy zaczyna się kończyć pula osobistości a wciąż nieruszony jest stos generałów, wtedy wojna jest pewna.
Zwłaszcza, że często wystarczy zniszczyć jedną świątynię by wygrać, więc dobry plan to podstawa sukcesu, bowiem uwikłanie się w długą wojnę zazwyczaj oznacza utratę szansy na zwycięstwo. Wojna pochłania czas i surowce, podczas gdy inni zbierają siły i punkty...

Oczywiście istnieje też opcja zmiażdżenia nieuważnego przeciwnika niemal na początku rozgrywki, szczególnie z pomocą sąsiada, jednak - jak pokazuje doświadczenie - ani razu nie udało się takiej osobie wygrać, ponieważ pokonanego nie można doszczętnie zniszczyć, a ten w sposób bardzo partyzancki lecz skuteczny jest nam później języczkiem u wagi i nie pozwala dostatecznie szybko się rozwijać nękając ciągłymi atakami. Może więc dajmy innym też pograć?

Ostateczne uwagi. Gra jest całkowicie pozbawiona losowości - tutaj jedynie plan jednego gracza może przeciwstawić się planowi drugiego gracza. Oczywiście,jak w każdej tego typu grze, element dyplomacji odgrywa czasami ważną rolę. Jeśli jednak nie damy się zmanipulować i będziemy uważnie i prawidłowo oceniać postępy innych nacji to nawet najlepszy dyplomata nie przekona nas do pomocy, jeśli będzie niebezpiecznie blisko podium. Szczególnie istotne jest obserwowanie zasobów danego gracza, bowiem to one określają jego aktualne możliwości i to czego może dokonać w zaledwie kilku posunięciach. Czasami gracz z małą ilością punktów posiada takie zapasy surowców, że jest w stanie zdobyć nawet kilka punktów w ciągu kilku kolejek i osiągnąć pozycję lidera, dlatego inni gracze często atakują takie osoby by "pomóc im" pozbyć się surowców i pokazać swoją prawdziwą sytuację na planszy. Z drugiej strony taka kumulacja często się też nie opłaca bo inni zabierają nam punkty np. za naukę - ale każdy kij ma dwa końce, a kiedy co się opłaca trzeba wybadać samemu :)

Pozdrawiam
Morgon

0 Dodaj komentarz / Kommentar schreiben:

Prześlij komentarz

Related Posts with Thumbnails