Planszówkowy koniec roku (szkolnego)

19.06.2007

Uuuuffff, co za dzień. 4 godziny grałem w planszówki. Z 4 różnymi klasami - nie chciałem nikogo skrzywdzić - bo psze Pana, oni to grali, a my nie!!!

A niech im tam, zresztą te ostatnie dni przed rozdaniem świadectw to nie wiem po co są - i tak już nikogo niczego nie nauczysz, duszno jak diabli, w salach wysiedzieć się nie da, jak deszcz popada to jeszcze, jeszcze. No może powtórki, ale ile można od tych biednych dzieciaków wymagać. Ale i tak powinien ktoś o tym pomyśleć na górze i przeformułować to wszystko w coś bardziej bezbolesnego.

Przy okazji miałem okazję pogadać trochę z dzieciakami i poprzyglądać się jak sobie tam radzą sami z sobą - a wspólne granie to całkiem dobra okazja, żeby poznać człowieka. Myślałem...

Jakoś tak jednak wychodziło, że trafiałem w sam środek tajfunu - ten go przez łeb, tamten gryzie innego (to w młodszych klasach podstawówki), ten nie gra z nią, ta z nim, tamten z tamtym też nie - bo czemu - a bo on taki i owaki i w ogóle to samo najgorsze co może być (a to w starszych klasach).

Jak sobie tak pograłem, trochę nazdzierałem gardziołka i nagadałem się o kulturze grania i o kulturze bycia w ogóle (przynajmniej o czymś naokoło tego ;-) - to jakoś mi przeszły wyrzuty sumienia, że sobie pozwalam na takie urozmaicanie zajęć. Może nie nauczę ich hiper super języka Goethego - ale koniec iluzji - kto jest w stanie w szkole publicznej; za to potrenujemy coś, co może im się bardziej przyda - jakieś umiejętności bycia z innymi i czerpania z tego radości.

Niektórzy już zresztą miło mnie zaskoczyli - tak sobie spoglądałem tu i tam, ten to zawsze tyle żeby minimum, tamta to głośna i ah-i-oh jak primadonna jakaś, a tu proszę - aniołeczki, że aż da się polubić.

I sobie postanowiłem na przyszły rok (szkolny) - częściej coś takiego innego - bo niby zabawa, a czasu mało, ale się opłaca coś stracić, żeby coś zyskać. Bardzo się opłaca, myślę...

0 Dodaj komentarz / Kommentar schreiben:

Prześlij komentarz

Related Posts with Thumbnails